Cichy.
Jakby nic się nie stało.
W tym momencie drzwi się otworzyły i wbiegł doktor Henrique.
— Co tu się dzieje? Słyszałem alarm—
Przerwał w pół zdania i spojrzał na monitor.
Czekać…
Podszedł do łóżka.
Sprawdził funkcje życiowe Gabriela.
Zbadał jego oczy.
Osłuchał klatkę piersiową.
Potem cofnął się o krok.
To nie ma sensu…
„Co to znaczy?” – zapytał Miguel drżącym głosem.
Lekarz spojrzał na niego, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co widzi.
— Stan twojego syna… nagle się pogorszył.
— Czy zwolniło?
– Tak.
Więc to oznacza…?
Lekarze wymienili zdezorientowane spojrzenia.
Jeszcze nie wyzdrowiał w pełni.
– Ale?
Ale on już nie umiera.
Było tak, jakby w piersi Miguela wybuchło światło.
Wrócił do łóżka, wziął dłoń syna i pocałował ją.
— Jestem tutaj, synu. Jestem tutaj.
Gabriel uśmiechnął się słabo.
– Tato…
– Tak?
— Dziewczyna… jest miłą dziewczyną.
Miguel spojrzał na drzwi.
Luny już nie było.
Gdzie ona poszła?
Pielęgniarka podeszła.
Wyszła jakiś czas temu.
Dokąd?
Tam na dole… gdzie pracuje jej matka.
Leave a Comment