Proszę, wybacz mi… Odpłacę ci, kiedy dorosnę… Moi dwaj młodsi bracia

Proszę, wybacz mi… Odpłacę ci, kiedy dorosnę… Moi dwaj młodsi bracia

Wziął puszki.

Delikatnie włożyła je w dłonie Lucii.

„Idź do domu.”

Tylko dwa słowa.

Nic więcej.

Lucia spojrzała w górę.

Jej oczy były czerwone.

„D-dziękuję, panie…”

Ale Alejandro już się odwrócił.

Nie obejrzał się.

Nie zapytał jej o imię.

Nie musiałam wiedzieć niczego więcej.

Przynajmniej… tak myśleli wszyscy.

Dziesięć minut później.

W mroźnym deszczu.

Wysoka postać szła w milczeniu za małą dziewczynką.

Alejandro… poszedł za nią.

Nie wiedziałem dlaczego.

Ale w jej oczach było coś, co go głęboko zraniło.

Lucia weszła w ciemną uliczkę.

Następnie dotarł na pusty plac za biedną dzielnicą.

Pojawiła się zardzewiała blaszana szopa.

Dziewczyna otworzyła drzwi.

Wbiegł.

Alejandro został pominięty.

Zawahał się.

A potem… wszedł.

I w tym momencie—

Jego serce przestało bić.

Na starym łóżku leżała nieruchoma kobieta.

Szczupły.

Blady.

Jego oddech był tak słaby, że prawie niemożliwy.

Jej rozczochrane włosy zakrywały część twarzy.

Ale…

Alejandro nie musiał już nic więcej widzieć.

Rozpoznał ją.

„…Isabella?”

Jej głos się załamał.

Była jego siostrą.

Ta sama kobieta, która dwanaście dni wcześniej, jak sądziła rodzina, uciekła za granicę z kochankiem, zabierając ze sobą dzieci.

Ten sam, którego nienawidził.

Pogardzany.

I wymazane ze swojego życia.

Ale teraz—

Było tam.

Między życiem i śmiercią.

Na ziemi…

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top