Potem słychać kroki, krzyki, w domu rozlega się alarm. Grant Mercer wpada do drzwi z dwoma prywatnymi ochroniarzami za sobą, rozgląda się po zalanym wodą pokoju, kanistrach z paliwem, Celeste przygwożdżonej do podłogi pod tobą, i nawet ma czelność zapytać: „Co się dzieje?”.
Śmiejesz się.
Wychodzi z tego złamany, ponury i silniejszy, niż powinien. Być może dlatego, że alternatywą jest zaciśnięcie rąk na jego gardle. Być może dlatego, że mężczyzna, który podpisał kondolencje twojej żony, ma teraz minę kamerdynera, który spóźnił się na niewłaściwy ślub.
„To, co się dzieje”, mówisz, „polega na tym, że przybyłeś akurat w momencie, gdy Celeste przyznaje się do morderstwa”.
Twarz Granta stała się pozbawiona wyrazu.
Leave a Comment