„Nie zrobiłam!” – krzyknęła. „Była słaba! Jej serce po prostu przestało bić!”
„Mam raporty, Isabello. Mam próbki tkanek z ekshumacji. Mam rejestry z apteki w Oregonie. Wiem o dwóch pierwszych mężach”.
Jej twarz się zmieniła. Strach zniknął, zastąpiony zimną, wyrachowaną pustką. Przestała się szamotać. Spojrzała na mnie przez siateczkę króliczych oczu i uśmiechnęła się. To była najstraszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem.
„Więc się dowiedziałeś” – wyszeptała. „Co zamierzasz zrobić, Eliasie? Zabić mnie? W tym absurdalnym garniturze? Jesteś żołnierzem. Jesteś człowiekiem honoru. Zadzwonisz na policję, a ja powiem im, że wróciłeś do domu wściekły, wywołany zespołem stresu pourazowego. Pokażę im siniaki, które właśnie narobiłeś mi na nadgarstku. Powiem im, że groziłeś mi od miesięcy. Komu uwierzą? Bohaterskiemu Kapitanowi czy pogrążonej w żałobie wdowie, która opiekuje się jego „niespokojną” córką?”
Przysunęła się bliżej, a jej oddech pachniał drogim winem. „Już wygrałem. Zatrułem studnię, Eliasie. Sąsiedzi, szkoła, baza – wszyscy myślą, że to ty jesteś problemem. Jeśli umrę,
W nocy idziesz do więzienia, a Lily do sądu. I uwierz mi, państwo nie ochroni jej przed tym, co już jej wstrzyknąłem”.
Moje uściski się zacieśniły. Chciałem ją zmiażdżyć. Kciukiem przycisnąłem jej tętnicę szyjną. Tylko dziesięć sekund, pomyślał żołnierz we mnie. Dziesięć sekund i zagrożenie zneutralizowane.
Ale wtedy z drzwi dobiegł jakiś dźwięk.
„Tato?”
Lily stała w drzwiach kuchni, ściskając swojego podartego pluszowego misia. Ale nie patrzyła na mnie. Patrzyła na szklankę wody, którą Isabella zostawiła na blacie – tę, która, jak teraz zrozumiałem, stała obok otwartej butelki przemysłowego środka czyszczącego.
Rozdział 5: Pułapka się zatrzasnęła
„Lily, wracaj na górę!” Rozkazałem, a mój głos załamał się.
„Nie” – powiedziała Lily. Jej głos już nie drżał. Był płaski, przypominał głuchy ton, który słyszałem w rozmowach satelitarnych. „Każe mi to wypić, tato. Powiedziała, że jeśli nie wypiję tej „magicznej wody”, Cooper nigdy nie wróci z piwnicy”.
Piwnica.
Spojrzałem na Isabellę. Jej oczy się rozszerzyły. Zapomniała, że znałem ten dom lepiej niż ona kiedykolwiek. Zbudowałem w piwnicy ukryty schowek na mój sprzęt – pokój, którego nie powinna była znaleźć.
„Gdzie jest pies, Isabello?” Warknęłam.
„On… on jest cały” – wyjąkała, a jej brawura rozpadła się, gdy zdała sobie sprawę, że jej siła nacisku maleje.
Nie czekałam. Popchnęłam ją w stronę pralni i zamknęłam drzwi na klucz, uwięziając ją w małej przestrzeni. Wzięłam Lily na ręce – w kostiumie króliczka – i pobiegłam do schodów do piwnicy.
„Czy on jest w pomieszczeniu z wyposażeniem, Lily?”
„Włożyła go do ciemnego pudełka” – szlochała Lily w moje futrzane ramię.
Uderzyłam o podłogę w piwnicy i kopnęłam drzwi do mojego schowka. Tam, skulony w kącie dużej plastikowej skrzyni, leżał Cooper. Był wychudzony, jego złociste futro było skołtunione od brudu, ale kiedy mnie zobaczył, jego ogon cicho, z trudem uderzył o plastik.
Wypuściłam oddech, który czułam, jakbym wstrzymywała go od dwóch lat. Postawiłam Lily na ziemi. „Zostań tu z nim. Nie wchodź, dopóki cię nie zawołam”.
Odwróciłem się i wróciłem na górę. Nie byłem już królikiem. Byłem Żniwiarzem.
Dotarłem do pralni i otworzyłem drzwi. Isabella zniknęła. Okno nad suszarką było otwarte, a moskitiera wyrzucona.
Leave a Comment