Sala pogrążyła się w gęstej, duszącej ciemności. Wśród gości rozległy się westchnienia zaskoczenia.
„Julian, sprawdź skrzynkę bezpieczników” – warknęła Beatrice. „To niedopuszczalne!”
TRZASK.
Drzwi wejściowe nie tylko się otworzyły; huk pioruna wyrwał je z zawiasów. Okna roztrzaskały się do wewnątrz, gdy oddziały taktyczne zjechały z dachu. Silne reflektory przecinały ciemność, oślepiając gości.
„AGENCI FEDERALNI! NIKT SIĘ NIE RUSZY! RĘCE NA STOŁ!”
W sali wybuchł chaos. Mężczyźni w czarnych mundurach taktycznych z napisami FBI i IRS wdarli się do jadalni. Julian próbował rzucić się do kuchni, ale został powalony na stół bufetowy, a jego twarz roztrzaskała się o talerz z jajkami faszerowanymi.
Wszedłem do sali.
Nie miałem na sobie beżowego kardiganu. Miałam na sobie elegancki, czarny kombinezon taktyczny ze złotym napisem „GŁÓWNY ŚLEDCZY” wyszytym na plecach. Włosy miałam mocno związane, a oczy jak z krzemienia.
Podeszłam prosto do szczytu stołu. Beatrice oddychała ciężko, ściskając perły.
„Martha?” – wydyszała drżącym głosem. „Co to… ten teatr? Wyprowadźcie tych ludzi z mojego domu!”
Wyciągnęłam rękę, podniosłam kieliszek wina Beatrice i przechyliłam go. Czerwony płyn wylał się, wsiąkając w biały koronkowy obrus – powoli, z rozmysłem.
„Bałagan, prawda, Beatrice?” – powiedziałam, a mój głos odbił się echem w pogrążonym w ciszy pomieszczeniu. „Trochę jak krew na podłodze twojego dworca autobusowego”.
„Ty… ty jesteś tylko piekarzem!” – krzyknął Julian z podłogi, zaplatając ręce za plecami w opaski zaciskowe. „Jesteś nikim!”
Podeszłam do niego i uklęknęłam. Przysunęłam się tak blisko, że dostrzegł brak litości w moich źrenicach.
Leave a Comment