Spojrzałam na męża. Potrzebowałam, żeby był sprawny, a nie sparaliżowany. „Danielu, posłuchaj mnie. Musisz zebrać rodziców i Amandę. Zaprowadź ich do wzmocnionej piwnicy na wino i zamknij stalowe drzwi. Nie wychodź, dopóki nie dam zielonego światła. Rozumiesz?”
„Nie zostawię cię tu!” – krzyknął, a w jego głosie narastała panika.
„Nie jestem damą, Danielu. Jestem kawalerią” – warknęłam, a moje oczy płonęły ogniem. „Idź!”
Wyskoczyłem zza osłony, wykorzystując porozrzucane krzesła i roztrzaskane stoły jako kryjówkę. Poruszałem się z gracją drapieżnika, okrążając go szeroko z lewej strony. Przeciwnik stojący najbliżej baru nie zauważył mojego nadejścia. Dwa strzały z tłumikiem w środek masy i padł z hukiem.
To pozostawiło dwie osoby na tarasie. Ale dynamika pola bitwy miała się właśnie drastycznie zmienić.
Przez dym i słabe oświetlenie zobaczyłem Catherine i Amandę. Nie zdążyły dotrzeć do drzwi. Stały skulone za ozdobną marmurową fontanną na środku tarasu, całkowicie odsłonięte z boku. Catherine płakała histerycznie, a jej makijaż spływał po twarzy. Amanda kurczowo trzymała się matki, sparaliżowana przerażeniem.
Jeden z pozostałych uzbrojonych mężczyzn je zauważył. Zdając sobie sprawę, że jego główny cel jest poza zasięgiem, obrócił się, unosząc broń w stronę dwóch bezbronnych kobiet, z zamiarem wzięcia zakładniczek lub po prostu spowodowania strat ubocznych.
W tym rozszczepionym secie
Kond, miałem wybór. To były kobiety, które ze mnie kpiły, poniżały moją rodzinę i próbowały wpędzić mnie w poczucie bezwartościowości. Mogłem pozostać w ukryciu. Mogłem to taktycznie usprawiedliwić.
Ale to była krew Daniela. Co oznaczało, że to ja miałem je chronić.
Wyskoczyłem z ukrycia i pobiegłem sprintem przez otwartą przestrzeń tarasu. „HEJ!” ryknąłem, stając się największym możliwym celem.
Napastnik wycelował we mnie i nacisnął spust. Odłamki kamieni rozprysły się tuż obok moich stóp, gdy jego pociski mnie śledziły. Zanurkowałem głową w dół, wślizgując się za ogromny, wielopiętrowy tort weselny. Tort eksplodował pod gradem kul, obsypując mnie waniliowym lukrem, watą cukrową i gipsem.
„CATHERINE! WSTAŃ I UCIEKAJ!” krzyknąłem.
Leave a Comment