ler.
„Nie mów o Eliasie przy niej”.
„Będę rozmawiać o wszystkim, na co mam ochotę, w swoim własnym domu” – Jean podeszła bliżej, czując w ustach silny zapach alkoholu. „I wychowam córkę tak, jak uznam za stosowne”.
„Zadzwoniła do mnie” – powiedział John niebezpiecznie niskim głosem. „Była sama, głodna i przestraszona”.
„Kłamczucha” – warknęła Jean, wyciągając ku Lucy swoje wypielęgnowane paznokcie niczym szpony. „Dzieci kłamią, żeby zwrócić na siebie uwagę. Chodź tu, Lucy. Powiedz wujkowi Johnowi, że tylko udawałaś”.
Lucy skuliła się, ściskając koszulę Johna małymi dłońmi. „Nie, mamusiu, proszę, nie”. Surowy strach w jej głosie przeszył Johna do szpiku kości.
„Zabieram ją do szpitala” – powiedział, cofając się.
„Jak cholera!” – głos Jean przeszedł w pisk. „To moja córka! Jeśli wyjdziesz z nią tymi drzwiami, powiem policji, że ją porwałaś! Powiem im, że mnie napadłaś!”
John spojrzał jej w oczy. „Mów im, co chcesz” – powiedział i minął ją, wychodząc. Za nim krzyczała w noc potok gróźb i przekleństw, gdy u sąsiadów zaczęły się zapalać światła. Niech patrzą. Niech zobaczą, kim naprawdę jest Jean Kaine.
Na izbie przyjęć dr Patricia Gomez, kobieta o życzliwych oczach i delikatnych dłoniach, potwierdziła najgorsze obawy Johna.
„Jest poważnie niedożywiona” – powiedziała dr Gomez poważnym głosem, sprawdzając parametry życiowe Lucy. „Odwodniona. Widzę ślady starych siniaków na ramionach i plecach. To nie stało się z dnia na dzień”. Zanotowała to sobie w notesie. „Muszę skontaktować się z opieką społeczną. Takie jest prawo”.
Żołądek Johna ścisnął się. Wiedział, że to nadchodzi, ale rzeczywistość była ciosem w brzuch. System. Biurokracja. Podczas gdy on pogrążył się we własnym żalu, ten sam system nie zauważył małej dziewczynki, która umiera.
„Jestem jej wujkiem” – powiedział ochrypłym głosem. „Jej ojciec był moim bratem”.
Leave a Comment