Właśnie wtedy pojawił się kolejny funkcjonariusz, Lee, z dwoma ponurymi pracownikami opieki społecznej. „Pani dziecko zostanie odebrane zaraz po urodzeniu” – oznajmił Lee, jakby omawiał pogodę. „Nigdy go pani nie zobaczy. Chyba że będzie miała pani szczęście i nie dostanie dożywocia bez możliwości zwolnienia warunkowego”.
„Proszę” – szlochałam, a łzy zamazywały im twarze. „Sandra kłamie. To były prezenty z listy. Sprzedawaliśmy tylko te dodatkowe”.
Lee uśmiechnął się złośliwie. „Pani mąż już się przyznał. Powiedział, że to był pani pomysł, że wciągnęła go pani w to, żeby się ratować”.
Ostry, kłujący ból ścisnął mi żołądek, tak silny, że zaparł mi dech w piersiach. Czułam się, jakbym była rozdzierana na pół. „Coś jest nie tak” – jęknęłam. „Dziecko…”
„Dobry moment” – prychnęła Mills. „Siedź spokojnie”.
Ból się nasilił, nieustająca, biała agonia. Poczułam nagły, ciepły przypływ między nogami. „Krwawię” – krzyknęłam, a mój głos był ochrypły z paniki. „Proszę, pomóż mi”.
„Nie krwawisz” – powiedział Mills, a w jego głosie słychać było znudzenie. „Przestań się ruszać, bo do zarzutów dodamy stawianie oporu przy aresztowaniu”.
Pielęgniarka, ignorując go, odsunęła mój koc. Sapnęła, zakrywając usta dłonią. „Krwawi! Wezwijcie tu natychmiast doktora Blake’a!”
„Mówiłam ci, że udaje” – upierała się Mills, ale pielęgniarka już naciskała przycisk alarmowy na ścianie.
„Ma przedwczesne odklejenie łożyska!” – krzyknęła pielęgniarka do interkomu. „To zagraża życiu!”
Doktor Blake, wysoki mężczyzna o zmęczonych oczach, wbiegł, rzucił okiem na krew zbierającą się na łóżku i zbladł. „Jezu Chryste, jak długo ona krwawi?”
„Pięć minut? Może dziesięć? Nie pozwolili mi sprawdzić” – wyjąkała pielęgniarka.
„Przygotujcie salę operacyjną, natychmiast!” – ryknął doktor Blake. „Możemy stracić oboje!”
Ale gdy dwie kolejne pielęgniarki wpadły, żeby odpiąć moje monitory, oficer Mills zablokował drzwi. „Jest w areszcie. Zostaje tutaj”.
Twarz doktora Blake’a wykrzywiła się z wściekłości, jakiej nigdy nie widziałam u lekarza. „W takim razie równie dobrze możesz od razu podpisać ich akty zgonu” – warknął. „To nagły przypadek medyczny, a nie negocjacje”.
„Zadzwonię do mojego przełożonego” – powiedział powoli Mills, wyciągając telefon, gdy zwijałam się z bólu.
Leave a Comment