„Gdzie jest Reese?” – zażądałam, a mój głos brzmiał jak ciche warknięcie niedowierzania. Mój mąż ją znalazł. Siedziała na łóżku, wciąż w piżamie z jednorożcem, a jego elektryczna maszynka do golenia leżała starannie na jej stoliku nocnym. Na jej twarzy nie było skruchy, tylko ciche, niepokojące postanowienie.
„Reese, co zrobiłaś?” – zapytałam, powstrzymując się od krzyku.
„Musiałam powstrzymać ją przed pójściem na bal maturalny” – powiedziała cicho, ale stanowczo. To był głos, którego używała, gdy wiedziała, że ma kłopoty, ale była całkowicie przekonana o swojej słuszności. To było moje dziecko, mała dziewczynka, która wciąż wpełzała do łóżka starszej siostry podczas burzy, która podążała za Kaylą jak cień. Nie mogłam pojąć, jak złośliwa musiała być, żeby sabotować najważniejszą noc w życiu siostry.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zadzwonił dzwonek do drzwi. Chłopak Kayli, Steven, wszedł do środka, a jego radosny głos wołał o kolory butonierek, gdy wbiegał po schodach. Zatrzymał się jak wryty w progu, a jego szczęka opadła, gdy ujrzał łysą głowę Kayli.
„Co do cholery stało się z twoimi włosami?” wyrzucił z siebie, po czym szybko przybrał zatroskany wyraz twarzy. „Kochanie, nie płacz. Damy radę to naprawić. Kupimy ci perukę. Nadal będziesz najładniejszą dziewczyną na świecie”.
Jego słowa tylko sprawiły, że Kayla płakała jeszcze mocniej. Steven przytulił ją, ale jego oczy, wpatrzone we mnie znad jej ogolonej głowy, były zimne. „Czy Reese to zrobiła? Zawsze mówiłem, że ten dzieciak jest dziwny. To napaść, pani Adams”.
Reese pojawiła się w drzwiach, maleńka, ubrana w piżamę zjawa. „Obcięłam jej włosy, żeby nie mogła iść z tobą na bal maturalny” – oznajmiła z przekonaniem w głosie. „Bo jesteś dla niej niemiła”.
„Reese!” warknęłam, ale ona była niczym pociąg towarowy, pędzący naprzód.
Leave a Comment