Wtedy wybuchnęli głośnym, donośnym śmiechem, jakby właśnie byli świadkami genialnej komedii. „To ją obudzi” – powiedział Garret.
powiedział, ocierając łzy śmiechu z oczu.
Ale Lena się nie wynurzyła.
Stałam jak sparaliżowana, wpatrując się w czarną wodę. Mój własny krzyk uwiązł mi w gardle. W końcu wypłynęła, tylko na chwilę. Zobaczyłam jej bladą, wykrzywioną twarz. Cienka strużka krwi spływała po jej skroni, ciemna, niemal czarna na mokrej skórze. Jej oczy były puste, nieostre. Nie krzyczała, nie miotała się. Po prostu patrzyła w nicość. Potem jej ciało znowu zwiotczało i zaczęło powoli tonąć.
Wtedy w końcu krzyknęłam. To był nieludzki, zwierzęcy krzyk, który wyrwał się z głębi mojej duszy. „Ratunku! Tonie! Uderzyła się w głowę!”
Preston i Garrett stali na brzegu, nieruchomi. „Daj spokój, Eleanor Hayes” – Preston machnął nonszalancko ręką. „Przestań dramatyzować. Ona umie pływać”.
„Skończcie z tą histerią” – dodał Garrett, odwracając się w stronę swojego czarnego SUV-a. „Sama wyjdzie. Trochę ochłody nie zaszkodzi”.
Odwrócili się i poszli do swojego SUV-a. Spojrzałam na nich, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Po prostu zostawili ją w lodowatej wodzie. Krzyknęłam ponownie, a głos mi się załamał. „Dokąd jedziecie? Wracajcie! Ona umiera!”.
Drzwi samochodu zatrzasnęły się z hukiem. Silnik ryknął. Preston wystawił głowę przez okno i, wciąż uśmiechając się, krzyknął: „Nie psuj nam wieczoru, teściowo. Do zobaczenia w domu”.
I odjechali. Chrzęst żwiru pod oponami, daleki warkot silnika, a potem cisza. Tylko plusk wody i mój rozpaczliwy, bezradny krzyk, cichnący w zimnym wieczornym powietrzu nad czarnym, obojętnym jeziorem.
Leave a Comment