Rozejrzał się po galerii z wyraźnym uznaniem. „To piękna przestrzeń. Profesjonalna aranżacja. Wiedziała, co robi”.
Zaprowadziłem go do pierwszego obrazu. „Oto, co znalazłem”. Brwi Andersona uniosły się, gdy odsłoniłem obraz O’Keeffe. Odłożył walizkę i wyciągnął
Lupa i mała lampa UV. „Czy mogę?”
Przez następną godzinę obserwowałem, jak pracuje z metodyczną precyzją. Badał pociągnięcia pędzla, sprawdzał konsystencję farby, studiował podpisy pod powiększeniem. Jego lampa UV ujawniała ukryte szczegóły niewidoczne gołym okiem. „Autentyczne” – mruknął, podchodząc do Rockwella. „Zdecydowanie autentyczne”. Keith Haring został potraktowany tak samo. Potem Hopper. Za każdym razem wyraz twarzy Andersona stawał się poważniejszy, w jego oczach malował się głęboki szacunek.
„Panie Hayes” – powiedział w końcu, zwracając się do mnie ściszonym głosem. „To, co pan tu ma, jest niezwykłe. To nie tylko autentyczne, to dzieła muzealnej jakości. Doskonałe egzemplarze z najważniejszych okresów twórczości każdego z artystów”.
Serce mi waliło. „Co to oznacza pod względem wartości?”
Anderson zajrzał do swojego tabletu, porównując wyniki ostatnich aukcji. „Płótna O’Keeffe, masz trzy, są warte około 3,2 miliona każdy. To daje łącznie 9,6 miliona”.
Pokój zawirował. Dziewięć i sześć milionów.
„Ilustracje Rockwella to oryginały Saturday Evening Post. 2,8 miliona każdy. Czyli 5,6 miliona za oba”. Przeszedł do następnego obrazu. „Płótna Haringa to wczesne dzieła, preferowane przez kolekcjonerów. 1,2 miliona każdy. 4,8 miliona za wszystkie cztery”. Chwyciłem krzesło, żeby się podeprzeć, czując zawroty głowy. „Hopper jest szczególnie cenny. Małe płótno, ale autentyczne. 6,2 miliona”.
Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Usiadłem z trudem.
„Całkowita wartość kolekcji” – powiedział łagodnie Anderson – „około 26,2 miliona dolarów”.
26 milionów dolarów. Ta liczba nie mieściła mi się w głowie. Bradley odziedziczył 2,1 miliona i nazwał to „wszystkim, co wartościowe”. Odziedziczyłem to, co on wyśmiał jako „bezwartościowe graty”, a było warte ponad dwanaście razy więcej niż cały jego spadek.
„Pańska żona miała niezwykłe oko” – kontynuował Anderson z autentycznym podziwem w głosie. „Kupiła je, zanim artyści osiągnęli szczyt wartości rynkowej. To dowód na dekady cierpliwego, inteligentnego kolekcjonowania”. Wyciągnął wizytówkę. „Będzie pan potrzebował natychmiastowego ubezpieczenia. Ulepszone zabezpieczenia. To stawia pana w gronie największych prywatnych kolekcjonerów na północno-zachodnim Pacyfiku”.
Leave a Comment