„Indie Barton” – głos pani Parker przeciął moją wyobraźnię niczym skalpel. „Skoro zdaje się pani być w zupełnie innym wymiarze, może zechciałaby pani wyjaśnić klasie pojęcie entropii?”
Twarze trzydziestu moich kolegów z klasy zwróciły się w moją stronę. Zalała mnie gorąca, mrowiąca fala wstydu. „Przepraszam, pani Parker” – wymamrotałam, wpatrując się w rysę na biurku. „Będę… będę bardziej uważna”.
„Zapraszam po lekcjach” – powiedziała z niewzruszonym wyrazem twarzy. „A tak przy okazji, zostawiłam już wiadomość dla pani mamy”.
Serce mi zamarło. Wezwanie do sądu mojej matki było ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam. Gdy zabrzmiał ostatni dzwonek, zobaczyłam ją czekającą przed klasą, niczym posąg matczynej dezaprobaty. Skrzyżowała ramiona, zacisnęła usta w cienką, nieubłaganą linię. Podróż samochodem do domu była mistrzowską lekcją wojny psychologicznej. Nie krzyczała, przynajmniej nie od razu. Używała tonu głębokiego, zranionego rozczarowania, o wiele gorszego niż krzyk. To była broń, którą doskonaliła do perfekcji przez lata.
„Masz pojęcie, jak mnie to stawia w moim świetle, Indie?” zaczęła, wpatrując się w drogę. „Pani Parker jest moją koleżanką. Jemy lunch w tym samym pokoju nauczycielskim. I muszę słuchać, jak mówi, że moja córka jest w kosmosie podczas lekcji. To upokarzające”.
Leave a Comment