Odpuściłam, pozwalając, by poniósł mnie jego delikatny rytm. Wszelkie myśli o wstydzie i strachu zniknęły, pozostawiając jedynie czystą, pierwotną więź między nami.
Orgazm nastąpił szybciej, niż się spodziewałam. Nie mogłam go dłużej powstrzymywać. „No więc, Sophio” – wyszeptałam, a mój głos załamał się, gdy moje ciało eksplodowało. Nie drgnęła ani nie drgnęła.
Po prostu mocno mnie przytuliła, gdy burza minęła. Potem delikatnie, czule mnie uniosła. „Widzisz?” – wyszeptała, a jej słodki uśmiech roztopił moje serce.
Nie było się czego wstydzić. Leżałam tam, ciężko oddychając. I po raz pierwszy w życiu poczułam się całkowicie zaakceptowana.
Nie wiem, jak długo tak stałam, serce wciąż waliło mi jak młotem. Sophia została przy mnie, delikatnie głaszcząc mnie po włosach, jakbym była małą dziewczynką przerażoną ciemnością.
Ta chwila wydawała się dziwnie czysta, jakbym w końcu wyszła na świeże powietrze po latach uwięzienia. „Dobrze ci poszło” – powiedziała cicho Sophia. Odwróciłam się do niej, wciąż z lekkim czołem. W jej oczach nie było macochy, lecz kobiety okazującej bezgraniczne współczucie.
„Dziękuję” – wyszeptałam. Uśmiechnęła się tylko i wstała, mówiąc, że przyniesie mi wodę, żebym mógł chwilę odpocząć. Leżąc na sofie, nie mogłem zasnąć. Nie ze wstydu, ale dlatego, że po raz pierwszy poczułem się zrozumiany, doceniony i zaakceptowany.
Tej nocy śniło mi się, że znowu siedzę na sofie z Sophią. Ale tym razem nie było żadnego niebezpieczeństwa.
Byliśmy równi sobie, dwoje ludzi bez ograniczeń i zasad. Obudziłem się wcześnie. W pokoju było cicho. Poszedłem do kuchni i zastałem tam Sophię z lekko rozczochranymi włosami.
„Dzień dobry” – uśmiechnęła się, jakby coś się stało. „Dzień dobry” – odpowiedziałem nieco nerwowo. Atmosfera nie była niezręczna.
Było ciepło, co jeszcze bardziej mnie zdezorientowało.
Leave a Comment