W dniu wyjazdu, rano w moim lofcie w centrum miasta, celowo wybrałam najprostsze ubranie: wyblakłe dżinsy, prosty sweter z małą dziurką na nadgarstku i znoszone trampki.
„Masz pięćdziesiąt milionów na koncie i ubierasz się jak studentka” – zauważyła moja sekretarka, Margo, przygotowując moją starą torbę sportową.
„Właśnie tego się spodziewają” – odpowiedziałam. „Nie jestem jeszcze gotowa, żeby im zdradzić historię”.
Z lotniska taksówka wiodła przez złociste ulice mojego rodzinnego miasta.
Kiedy dotarłam do białego domu w stylu kolonialnym z niebieskimi okiennicami, w którym dorastałam, ogarnęła mnie fala nostalgii.
Zanim zdążyłam zapukać, drzwi się otworzyły.
James, ubrany w kaszmirowy sweter i błyszczący luksusowy zegarek, zmierzył mnie wzrokiem.
„Wreszcie” – powiedział na powitanie. „Czekaliśmy już kilka godzin. Przyjechałaś autobusem z lotniska?”
Jego wzrok przesunął się po moich ubraniach, a na jego twarzy pojawił się zadowolony uśmiech.
„Miło cię widzieć, James” – odpowiedziałam, przyjmując jego sztywny uścisk.
Leave a Comment