W środku były monety.
Nie ćwierćdolarówki.
Nie centy.
Złoto.
Prawdziwe złote monety z datą 1911.
Emma otworzyła usta ze zdumienia. „Czy to… prawdziwe?”
Serce Liama biło tak szybko, że myślał, że zemdleje.
„Chyba tak”.
Patrzyli na siebie.
Dziesięć dolarów.
Wydali dziesięć dolarów.
Nie spali w namiocie tej nocy.
Bali się, że ktoś wszystko ukradnie.
Zamiast tego schowali się za schowkiem, trzymając między sobą pudełko, na zmianę go pilnując.
Następnego ranka Liam zaniósł monetę do lombardu w centrum miasta.
Zadzwonił dzwonek nad drzwiami.
Właściciel, krępy mężczyzna o bystrym spojrzeniu, podniósł wzrok.
„W czym mogę pomóc?”
Liam położył monetę na ladzie.
Mężczyzna obojętnie ją podniósł.
Potem zamarł.
„Skąd to masz?”
„Należało do mojego dziadka” – skłamał Liam.
Mężczyzna obejrzał je przez lupę.
Jego wyraz twarzy się zmienił.
„Synu… wiesz, co to jest?”
„Złoto?”
„To moneta Saint-Gaudens Double Eagle z 1911 roku”.
Zatrzymał się.
„W tym stanie jest warta co najmniej dwa tysiące dolarów”.
Liam miał wrażenie, że pokój się zawali.
„Co… dwa tysiące?”
Leave a Comment