Ale licytator, zmęczony mężczyzna o imieniu Chuck, z siwym wąsem i współczującym spojrzeniem, widywał ich w okolicy od tygodni. Wiedział, że śpią w namiocie nad rzeką. Wiedział, że Liam dorabia, ładując ciężarówki za pięć dolarów za kurs.
I tego dnia, z jakiegoś powodu, którego nikt z nich nie rozumiał, pozwolił im się zarejestrować.
„Tylko jeden lokal” – powiedział cicho Chuck. „Nie róbcie nic głupiego”.
Jakby mieli na to pieniądze.
Tłum zebrał się przed lokalem 317. Metalowe drzwi otworzyły się z trzaskiem, odsłaniając górę śmieci.
Połamane krzesła. Plastikowe pojemniki. Podarte kartony. Poplamiony materac z ciemną plamą. Stare urządzenia zawinięte w pożółkłe gazety.
Licytujący narzekali.
„Śmierdzi jak na wysypisku” – mruknął ktoś.
„Zacznijmy od pięćdziesięciu!” – krzyknął Chuck.
Cisza.
„Czterdzieści?”
Mężczyzna w skórzanej kurtce podrapał się po brodzie, ale nie podniósł ręki.
„Trzydzieści?”
Kolejna pauza.
Palce Emmy zacisnęły się na dłoni Liama.
„Dwadzieścia?” spróbował Chuck.
Kobieta pokręciła głową i odeszła.
Chuck westchnął. „Dziesięć dolarów?”
Liam przełknął ślinę.
Uniósł rękę.
Odwrócił się do tłumu.
„Mam dziesięć” – powiedział Chuck, rzucając Liamowi zachęcające spojrzenie. „Ktoś ma piętnaście?”
Nic.
„Raz… dwa razy…”
Emma wstrzymała oddech.
Leave a Comment