Cofnęłam się, gdy zobaczyłam moją przyjaciółkę z dzieciństwa, oszołomioną i płonącą pożądaniem, ciągnącą córkę prezesa w stronę łazienki.

Cofnęłam się, gdy zobaczyłam moją przyjaciółkę z dzieciństwa, oszołomioną i płonącą pożądaniem, ciągnącą córkę prezesa w stronę łazienki.

„Lila, chcę, żebyś otworzyła drzwi, wyszła i poszła prosto do Tanyi. Rozumiesz?”

„Tak” – wyszeptał.

„Teraz”.

Klik.

Zamek się przekręcił.

Drzwi uchyliły się na szparę i Lila wyszła niczym ptak uciekający z pokoju bez okien.

Tanya natychmiast objęła go ramieniem i poprowadziła.

Evan próbował zrobić krok naprzód.

Simmons zagrodził mu drogę ręką i rozkazem, który przeciął powietrze na pół: „Stój. Zostań tam”.

Evan zamrugał szybko, zdezorientowany.

Jego twarz była niewłaściwa – spocona, napięta, zdezorientowana.

Zachwiał się.

„Nie – on chciał…” – zaczął.

Simmons nie protestował.

„Połóż ręce tam, gdzie widzę”.

Wzrok Evana poszukał moich i na moment błysnęła dawna przyjaźń – panika, zdrada, błaganie.

„Proszę” – ochrypł jego głos. „Znasz mnie”.

Znałam siebie.

To pogorszyło sprawę.

Zniżyłam głos. „Wiem, kim byłeś” – powiedziałam. „Wiem, co właśnie zrobiłeś”.

Otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale zdradziło ją ciało; lekko osunęła się pod ścianę, jakby grawitacja stała się silniejsza.

Kilka minut później przyjechała policja.

I karetka.

Funkcjonariusz spisał moje zeznania.

Opisałam jasno, co widziałam, słyszałam i nagrałam.

Bez przesady.

Bez emocji.

Lila siedziała po drugiej stronie przejścia, owinięta szalikiem Tanyi.

Miała rozmazany tusz do rzęs, ale jej postawa – była stanowcza.

Kiedy na mnie spojrzała, nie podziękowała.

back to top