„Nie o to mi chodziło” – warknął ostro, gdy chaos wypełnił tło, przepełniony paniką.
„Żadna z kart nie działa.
To katastrofa.
Napraw to natychmiast”.
Słowo „naprawić” absurdalnie unosi się między nami.
„Laurent” – powiedziałam spokojnie – „te konta nigdy nie były twoje.
Byłeś tylko autoryzowanym użytkownikiem”.
Zapadła cisza.
Potem oddech.
Gwałtowny.
Nieregularny.
„Zawsze byłem głównym posiadaczem konta” – kontynuowałam cicho.
„Twoja niestabilność finansowa wymagała korekty, kiedy się poznaliśmy”.
„Elizo, proszę, bądź rozsądna” – powiedział, a desperacja przebijała się przez jego arogancję.
„Jestem rozsądny od dwunastu lat” – odpowiedziałam cicho.
„Zorganizowałaś całą uroczystość, opierając się wyłącznie na moich zobowiązaniach z tytułu karty kredytowej”.
Za nim rozległ się chaos głosów.
„Laurent, dlaczego ciągle odmawiasz płatności?” – głos Vivienne przebił się przez hałas.
Laurent rozpaczliwie szeptał do telefonu.
„Możemy wynegocjować porozumienie w sprawie spłaty.
Leave a Comment