Teściowa podała mi „specjalną” herbatę. „To na twoje nerwy” – mruknęła, zanim poszła do kuchni po więcej ciasta. Wtedy jej ośmioletnia wnuczka podała mi swój telefon. Wiadomość była otwarta: „Wypiła herbatę. Leki zaczną działać za 15 minut. Przygotuj samochód”. Drzwi kuchenne otworzyły się…

Teściowa podała mi „specjalną” herbatę. „To na twoje nerwy” – mruknęła, zanim poszła do kuchni po więcej ciasta. Wtedy jej ośmioletnia wnuczka podała mi swój telefon. Wiadomość była otwarta: „Wypiła herbatę. Leki zaczną działać za 15 minut. Przygotuj samochód”. Drzwi kuchenne otworzyły się…

„Proszę pani?” – zapytał kierowca, patrząc na mnie w lusterku wstecznym.

„Zjedź na pobocze!”

Kierowca gwałtownie skręcił na krawężnik. Otworzyłam drzwi i wychyliłam się. Wcisnęłam palce do gardła. To było gwałtowne, bolesne i niegodne, ale zmusiłam się do wymiotów. Wymiotowałam, aż żołądek był pusty, aż piekło mnie w gardle i wyrzucałam z siebie tylko żółć i kwas na przydrożny trawnik.

Opadłam z powrotem na siedzenie, łapiąc powietrze. Łzy spływały mi po twarzy. Czułam się słaba, wydrążona, ale miażdżący ciężar na mojej świadomości nieco ustąpił. Zyskałam na czasie.

„Zabierz mnie do St. Jude’s” – wyszeptałam ochrypłym głosem. „Nie prywatna klinika. Szpital publiczny”.

Mark szukałby mnie w prywatnych klinikach, tych, gdzie za pieniądze można kupić ciszę. W szpitalu St. Jude’s panował chaos, papierkowa robota i procedury. To było dokładnie to, czego potrzebowałam.

Dotarliśmy na izbę przyjęć. Wytoczyłam się, w rozczochranym ubraniu, cuchnąc chorobą. Pielęgniarka podbiegła do mnie, gdy ugięły się pode mną kolana. Złapałam ją za fartuch i przyciągnęłam do siebie.

„Posłuchaj mnie” – wyszeptałam, bełkotliwie, gdy zapadła ciemność. „Toksykologia. Teraz. Moja teściowa… otruła mnie. Środki uspokajające. Zachowaj próbki. Wezwij policję”.

W końcu ciemność mnie ogarnęła.

Obudził mnie jednostajny, rytmiczny dźwięk monitora. Zapach antyseptyku wypełnił mój nos. Zamrugałam, powieki mi opadły.

Na krześle obok mojego łóżka siedział policjant z notesem na kolanie. Lekarz stał przy oknie, patrząc na kartę.

„Pani Thorne?” – zapytał cicho lekarz.

„Znalazła ją pani?”

back to top