„Jestem Gloria. Żoną Maxa”.
Zamarłam. Żoną? „Proszę”.
Gloria usiadła na brzegu krzesła w kuchni, nerwowo bawiąc się paskiem torebki. „Wiem, że to dziwne, że tu przychodzę, ale nie miałam dokąd pójść. Pobraliśmy się dwa tygodnie temu. Był taki wytrwały, taki czarujący”. Przeszedł mnie dreszcz. Ten drań. „Co się stało?”
„Uderzył mnie. Wczoraj wieczorem pokłóciliśmy się, a on… uderzył mnie w twarz”. Uniosła głowę i zobaczyłam blady siniak na jej policzku, w połowie zakryty makijażem. „Po tym, jak mnie uderzył, upił się i zaczął mówić o tobie dziwne rzeczy. Że jesteś szalona, że mu grozisz. A potem powiedział coś, co mnie przeraziło: »Ona myśli, że mnie przestraszyła, ale jeszcze jej to pokażę«. Charlene, boję się. On jest jak inna osoba. Ma obsesję”.
„Gloria, posłuchaj mnie uważnie” – powiedziałam. „Max jest niebezpieczny. Uderzył moją córkę, kiedy była w dziewiątym miesiącu ciąży. Teraz robi to samo tobie”.
„Ale gdzie mogę pójść?” – krzyknęła.
„Wyjdź” – powiedziałam stanowczo. „Teraz, póki jest w pracy. Spakuj swoje rzeczy i wynoś się”.
Poszłam z nią z powrotem do tego mieszkania, które znałam aż za dobrze. Podczas gdy ona szybko się pakowała, wpadłam na pewien pomysł. „Gloria, masz dostęp do komputera Maxa?”
„Tak, nie jest chroniony hasłem”.
Otworzyłem jego laptopa i zacząłem przeszukiwać foldery. I wtedy to znalazłem: folder o nazwie „Zdjęcia”, a w nim podfolder o nazwie „Prywatne”. Otworzyłem go i zamarłem. Był pełen zdjęć kobiet, dziesiątek. Niektóre ewidentnie nie miały pojęcia, że są fotografowane. Na innych kobiety miały widoczne siniaki.
„O mój Boże” – wyszeptała Gloria, zaglądając mi przez ramię.
Szybko skopiowałem cały folder na pendrive. „To nasz atut” – powiedziałem.
Mieliśmy już wychodzić, gdy nagle drzwi się otworzyły i w progu stanął Max. Jego twarz spłonęła rumieńcem, gdy nas zobaczył. „Co wy tu, do cholery, robicie?”
„Zostawiam was” – powiedziała spokojnie Gloria.
„A wy, do cholery!” Zrobił krok w jej stronę, ale stanąłem między nimi.
„Nie zrobiłbym tego, Max”.
Spojrzał na mnie z czystą nienawiścią. „Och, Charlene. Więc to twoja sprawka”.
Leave a Comment