„Wiem wszystko, David. Policja też. Mają wszystkie dowody. To poważne oszustwo. Pięć do dziesięciu lat więzienia.”
„Tanya, Tanya, proszę” – jego głos się załamał. „Dlaczego to robisz? Jesteśmy rodziną. Czternaście lat. Dzieci. Naprawdę chcesz posłać ojca swoich dzieci do więzienia?”
„To ty miałaś zostawić swoje dzieci bez dachu nad głową, z pięciodolarowym banknotem na pięć dni. Pamiętasz? Pięć dolarów, Davidzie. Dla mnie i dwójki dzieci”.
Wybuchnął. „Myślisz, że jesteś taka sprytna? Myślisz, że wygrałaś? Znajdę prawnika, dobrego! Udowodnię, że to wszystko zmyśliłaś!”
„Śmiało” – powiedziałam spokojnie. „Masz swoje rozmowy z Victorią, układy z notariuszem, tajne konta bankowe. A ja mam czyste sumienie i prawo po swojej stronie”.
„Nienawidzę cię!” – ryknął.
„To uczucie jest odwzajemnione” – odpowiedziałam i się rozłączyłam.
Po trzydziestu minutach kolejny telefon. Młody, piskliwy kobiecy głos. „Tanya? Tu Victoria. Musisz natychmiast wycofać skargę! Zatrzymali Davida! Spóźnimy się na samolot!”
„Victoria, czy twoje bilety są bezzwrotne?” – zapytałam z udawanym współczuciem.
„Tak! Kosztują fortunę!”
„Fortunę” – zgodziłam się. „A tak przy okazji, to moja fortuna. Ukradziona z naszego rodzinnego budżetu”.
„Kogo obchodzi, czyje to pieniądze?” – wrzasnęła. „Chodzi o to, że nie możemy latać! Musisz to naprawić!”
„Nic nie muszę dla ciebie robić. Nie kochasz Davida, Victorio. Kochasz jego pieniądze – moje pieniądze – i piękne życie, które ci obiecał. Życie zbudowane na okradaniu mnie i moich dzieci”.
„Idź do diabła!” krzyknęła i rzuciła słuchawką.
Leave a Comment