Podczas pierwszej godziny w dziale operacyjnym większość pracowników traktowała go obojętnie.
Kilku z nich przywitało się z nim uprzejmie.
Starsza sekretarka, Doña Teresa, dyskretnie dała mu dodatkowy długopis, „na wypadek gdyby twój nie działał”.
Drobna uprzejmość.
Cicha przyzwoitość.
O 9:12 drzwi windy się otworzyły.
Ricardo Salazar wybiegł z windy w drogim garniturze.
Czterdzieści trzy lata.
Idealna fryzura.
Złote spinki do mankietów.
Mężczyzna, który uważał, że strach to najszybsza droga do władzy.
Jego wzrok natychmiast powędrował w stronę Mariny.
„Kto to zatwierdził?” zapytał ostro.
„Tymczasowy pracownik pomocniczy” – odpowiedziała nerwowo asystentka działu kadr, Elena.
Ricardo powoli podszedł do biurka Mariny, niczym drapieżnik krążący wokół ofiary.
„Nie wyglądasz, jakbyś tu pasował”.
„Przyszłam do pracy, proszę pana” – odpowiedziała spokojnie Marina.
Jego spokój irytował ją bardziej niż jakikolwiek jawny sprzeciw.
A upokorzenie narastało aż do momentu, gdy wylano jej wiadro wody.
Ale upokorzenie ma dziwny wpływ na tych, którzy naprawdę rozumieją władzę.
Daje im jasność umysłu.
Leave a Comment