Godzinę później byliśmy w sądzie. Sędzia Thompson, człowiek znany z…
Twardy i nieprzekupny, spojrzał na zdjęcia obrażeń Anny i opinię lekarską. Bez chwili wahania podpisał nakaz ochrony. „Od tej chwili” – powiedział, patrząc na Annę z życzliwym, ale stanowczym wyrazem twarzy – „jeśli zbliży się do ciebie na mniej niż 100 jardów, zostanie natychmiast aresztowany”.
Gdy wychodziliśmy, zadzwonił mój telefon. To był Leo. Włączyłem głośnik.
„Gdzie jest Anna?” – zapytał ostro.
„Halo, Leo” – powiedziałem, spokojnym i opanowanym głosem. „To jej matka”.
„Pozwól mi porozmawiać z żoną”.
„Obawiam się, że to niemożliwe. Anna jest obecnie niedostępna”. Zrobiłem pauzę. „Przy okazji, powinienem pana poinformować, że dziesięć minut temu wydano przeciwko panu nakaz ochrony. Jeśli spróbuje pan skontaktować się z żoną, zostanie pan aresztowany”.
Zapadła oszołomiona cisza, po której rozległ się ochrypły, nieprzyjemny śmiech. „O czym ty mówisz? Upadła. Jest niezdarna. A poza tym jest niezrównoważona psychicznie. Jest zarejestrowana u psychiatry”.
„To kłamstwo” – wyszeptała Anna, kręcąc głową.
„Nie wiesz, z kim masz do czynienia” – warknął. „Mam znajomości. Mam pieniądze. Zniszczę cię”.
„Nie, Leo” – powiedziałem, a na moich ustach pojawił się zimny uśmiech. „Nie wiesz, z kim masz do czynienia. Byłem śledczym przez dwadzieścia lat. Moje znajomości są starsze i głębsze niż twoje. I w przeciwieństwie do ciebie, znam system od środka”. Rozłączyłem się.
Leave a Comment