Następnie zeznania wspólnika Rolanda, który twierdził, że na firmowym przyjęciu świątecznym wydawałam się „rozkojarzona i oderwana od rzeczywistości”. Nie wspomniał, że minęły trzy dni od diagnozy mamy ani że siedziałam sama, bo Roland powiedział, że mój smutek jest „żenujący”.
Sprowadzili nawet naszą sąsiadkę, panią Hoffman, która twierdziła, że słyszała płacz dzieci „przez co najmniej godzinę” pewnego popołudnia. Ziarno wątpliwości zostało zasiane.
Roland wystąpił na mównicy po mistrzowsku. Mówił cicho, patrząc na mnie z udawanym smutkiem. „Kochałem Melindę. Nadal kocham. Ale od śmierci Dorothy się zmieniła. Spędza godziny, oglądając stare zdjęcia. Ciągle płacze. Dzieci mówiły mi, że boją się, kiedy mama jest smutna”.
„Czy możesz podać przykłady?” – podpowiedział Ashford.
„W zeszłym miesiącu Hazel poprosiła o pomoc w projekcie szkolnym o rodzinach. Melinda rozpłakała się. Hazel skończyła sama. Timothy się wygłupiał, wdawał się w bójki. Powiedział, że jest zły, bo mama jest ciągle smutna”.
Każde słowo było jak sztylet, wykręcało ziarna prawdy. Tak, płakałam – po trzech godzinach pomagania Hazel w tworzeniu pięknego drzewa genealogicznego. Tak, Timothy wdał się w bójkę – po tym, jak pewien chłopiec powiedział coś okrutnego, że nie ma już babci.
Roland kontynuował: „Chcę dla nich tylko tego, co najlepsze. Potrzebują struktury i dyscypliny. Zapisałem ich już do Akademii Peton na przyszły rok. Załatwiłem fundusze na studia, korepetycje, lekcje muzyki”.
Akademia Peton? 40 000 dolarów rocznie na dziecko? Skąd te pieniądze? Jego firma borykała się z problemami.
Sędzia Thornwell spojrzała na mnie z politowaniem. „Pani Greystone” – powiedziała podczas przerwy – „rozumiem, że poniosła pani stratę, ale te dzieci potrzebują stabilizacji. Dowody wskazują, że mogłyby skorzystać z bardziej stabilnego otoczenia ojca”. Mój świat się walił.
Sędzia poprosiła o rozmowę z dziećmi w swoim gabinecie. Roland nalegał, żeby odbyło się to jawnie. „Przejrzystość, Wysoki Sądzie. Dzieci nie mają nic do ukrycia”. Jego pewność siebie przyprawiała mnie o mdłości.
Timmy poszedł pierwszy, wyglądając na drobnego w swoim garniturze pogrzebowym. Co chwila zerkał na Rolanda. „Timothy” – powiedziała łagodnie sędzia – „czy może mi pan opowiedzieć o życiu z rodzicami?”.
Głos Timmy’ego był ledwie słyszalny. „Tata mówi, że mama potrzebuje pomocy. Mówi, że powinniśmy zamieszkać z nim, żeby mama mogła wyzdrowieć”. Moje serce pękło. Mój własny syn, nauczony, żeby mnie zdradzać.
„Co o tym myślisz, Timothy?”
Wił się. „Nie wiem. Czasami mama płacze. Tata mówi, że to źle”. Przeszedł obok mnie, nie nawiązując kontaktu wzrokowego. Roland z zadowoleniem poklepał go po ramieniu.
Potem przyszła kolej na Hazel. Wspięła się na krzesło w różowej sukience i z fioletową wstążką z napisem „dzielna”. „Hazel, kochanie” – uśmiechnął się sędzia – „możesz mi opowiedzieć o życiu z mamą i tatą?”
Leave a Comment