Musiałem to przekalkulować. Spojrzałem na Marcusa. Był nieprzytomny, obok niego na podłodze leżała na wpół pusta butelka. Był miękki, bezużyteczny. Derek stanowił zagrożenie.
Wszedłem do pokoju. Mój wzrok utkwił w szafce nocnej obok Dereka. Tam, lśniąc w świetle księżyca, leżał jego pistolet. Sig Sauer. Trzymał go tam dla „ochrony”.
Ruszyłem w jego kierunku.
A potem stanąłem na luźnej desce podłogowej, której udało mi się uniknąć na dole, ale zapomniałem.
Dziesięć na górze.
Krzyk.
Dźwięk przeciął ciszę.
Oczy Dereka gwałtownie się otworzyły. Zamrugał, zdezorientowany, wciąż na wpół pijany, widząc sylwetkę stojącą nad nim w ciemności.
„Kto…?” mruknął Derek, z trudem podnosząc się z krzesła.
Nie wahałem się. Chwyciłem pistolet z szafki nocnej, zanim jego mózg zdążył wysłać sygnał do ręki. Metal był zimny i ciężki. Wsunąłem go do kieszeni płaszcza.
„Wynoś się!” krzyknął Derek łamiącym się głosem. Przywarł do wezgłowia łóżka, bezskutecznie uderzając dłonią w pustą szafkę nocną. „Wiesz, kim jestem?”
Marcus prychnął na krześle, budząc się z jękiem. „Co się dzieje?”
Wyciągnąłem rękę i zapaliłem lampkę nocną. Nagłe światło oślepiło ich oboje.
Siedziałam spokojnie na krześle naprzeciwko łóżka, kładąc tłuczek do mięsa na kolanach, a dłoń swobodnie spoczywała obok pistoletu schowanego w kieszeni.
„Wiem dokładnie, kim jesteś, Derek” – powiedziałam. Mój głos był spokojny, bez żadnej intonacji. „Jesteś człowiekiem, który lubi rozwalać rzeczy”.
Derek zmrużył oczy, rozpoznając twarz. „Eleanor? Jak do cholery się tu dostałaś? Marcus, dzwoń na policję! Włamała się!”
Marcus sięgnął po telefon.
„Nie zrobiłbym tego, Marcus” – powiedziałam cicho. „Chyba że chcesz, żeby Izba Adwokacka usłyszała nagranie, na którym trzy godziny temu planowaliście przekupić koronera w gabinecie”.
Marcus zamarł. „Co?”
„Jestem tu już od jakiegoś czasu” – skłamałam. „Wystarczająco długo”.
Sięgnęłam do torby i wyjęłam grubą teczkę. Rzuciłam ją na łóżko. Uderzyło ciężko w nogi Dereka.
„Co to jest?” – prychnął Derek, odzyskując nieco arogancji. „Papiery rozwodowe? Trochę za późno na to”.
„To księga wieczysta” – powiedziałem. „I pamiętnik”.
Derek otworzył ją. Zbladł.
„Sarah dokumentowała wszystko” – wyjaśniłem. „Każdy siniak. Każde zagrożenie. Każdy raz, kiedy ją do tego zmusiłeś. Daty, godziny, zdjęcia przesłane na serwer w chmurze, o istnieniu którego nie wiedziałeś”.
„To niedopuszczalne” – warknął Marcus, czując, że jego instynkt prawniczy się uaktywnia. „Plotka”.
„A druga połowa teczki” – kontynuowałem, ignorując go i patrząc prosto na Dereka – „to sprawozdanie z księgowości firmy twojego ojca. Zapomniałeś, że przez dwadzieścia lat prowadziłem księgi rachunkowe dla Vance Industries, Derek. Wiem, gdzie pochowano ciała. I wiem, gdzie ukryte są pieniądze”.
Derek zaśmiał się nerwowo, piskliwie. „Nie możesz ruszyć tych pieniędzy. Są na Kajmanach”.
„Były” – poprawiłem. „Były na Kajmanach. Mam pełnomocnictwo, Derek. Sarah przepisała je na mnie sześć miesięcy temu, kiedy po raz pierwszy próbowała cię zostawić. Dało mi to dostęp do wspólnych aktywów. A skoro byłeś na tyle głupi, żeby połączyć swoje nielegalne fundusze z zagranicznych kont ze wspólnymi kontami małżeńskimi, żeby uniknąć podatków…”
Pochyliłem się do przodu.
„Opróżniłem je. Dziesięć minut temu. Każdą firmę-fiszkę. Każdy trust. Każde ukryte konto”.
Derek sprawdził telefon, logując się do aplikacji bankowej. Jego palce drżały. „Nie… Nie!”
„Jesteś spłukany, Derek. I nie tylko spłukany „sprzedaj jacht”. Jesteś spłukany „federalnym więzieniem za unikanie podatków i pranie brudnych pieniędzy”. Wysłałem akta do IRS i FBI, zanim przekroczyłem próg twojego domu”.
W pokoju zapadła całkowita cisza. Arogancja uleciała z Dereka niczym woda z rozbitego wazonu. Wyglądał na drobnego. Żałosnego.
„Ty suko!” krzyknął Derek. Rzucił się do przodu.
Leave a Comment