„Wiem o Ilium” – powiedziałam.
Następna cisza była ogłuszająca. Krew odpłynęła mu z twarzy tak szybko, że wyglądało to jak fizyczny cios. Otworzył usta, ale nie wydobył z siebie żadnego dźwięku.
„I” – kontynuowałam spokojnym głosem – „już wszystko przeniosłam”.
Mrugnął oszołomiony. „Co?”
„Mieszkanie. Oszczędności. Tantiemy. Wszystko jest w nieodwołalnym funduszu powierniczym. Nie możesz ruszyć ani grosza. Nie możesz tego przenieść. Nie możesz wykorzystać tego na spłatę długu”.
Jego szczęka się zacisnęła. Maska pogrążonego w żałobie męża zniknęła, zastąpiona przez drapieżnika, którego widywałam przebłyski od tygodni.
„Nie możesz tego zrobić” – syknął. „To jest majątek małżeński”.
„Już to zrobiłam” – uśmiechnęłam się i to była najzimniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam. „Nie możesz tu wejść, wręczyć mi papierów rozwodowych i ukraść mi przyszłości, Marku. Chciałeś mnie zaskoczyć? Spóźniłeś się o jakieś cztery dni”.
Zrobił krok w moją stronę.
Zacisnął dłonie w pięści. „Spotkamy się w sądzie”.
„Tak” – powiedziałam. „Spotkamy się”.
Odwrócił się na pięcie i wybiegł z kamienicy. Drzwi wejściowe zatrzasnęły się tak mocno, że zadrżały okna.
Stałam na środku salonu, drżąc. Myślałam, że wygrałam. Myślałam, że szach-mat został rzucony.
Myliłam się. Gra dopiero się zaczęła.
Rozdział 4: Błotnista jama
Nie doceniłam okrucieństwa narcyza przypartego do muru.
Mark nie tylko mnie pozwał. On poszedł na wojnę.
Trzy dni po tym, jak wyszedł, atmosfera w moim wydawnictwie się zmieniła. Weszłam do holu, a recepcjonistka, zazwyczaj gadatliwa, nie mogła spojrzeć mi w oczy. Szepty ciągnęły się za mną po korytarzu niczym nieprzyjemny zapach.
Moja asystentka, Rachel, weszła do mojego biura z bladą twarzą. Cicho zamknęła za sobą drzwi.
„Caroline” – wyszeptała. „Musisz to zobaczyć”.
Odwróciła laptopa w moją stronę. Był to zrzut ekranu z popularnego forum plotek finansowych „Szepczący Ulicą”.
Tytuł wątku krzyczał pogrubioną czcionką: AUTOR BESTSELLERÓW POPEŁNIA OGROMNE OSZUSTWO, ABY UKRYĆ MAJĄTEK PODCZAS ROZWODU.
Kliknęłam link. Post był anonimowy, ale szczegóły były konkretne. Twierdził, że sprzeniewierzyłam fundusze firmy mojego męża, że jestem niezrównoważona psychicznie i że manipulowałam wspólnymi kontami.
„Przeczytaj komentarze” – powiedziała Rachel drżącym głosem.
Caroline Whitman. Czy to nie ta powieściopisarka? Zawsze wiedziałam, że wygląda na fałszywą.
Powinna siedzieć w więzieniu.
Mój kuzyn pracuje w banku, mówi, że federalni ją badają.
„On próbuje mnie zrujnować” – wyszeptałam. Moja kariera opierała się na reputacji. Na zaufaniu. To był bezpośredni cios w moje źródło utrzymania.
„To zniesławienie” – powiedziała Rachel. „Musi tak być”.
Tego wieczoru siedziałam w biurze Anny. Światła miasta migotały na zewnątrz, obojętne na moje załamanie.
„To już nie jest tylko sprawa osobista” – powiedziałam, chodząc po pokoju. „On próbuje zniszczyć mnie zawodowo, więc się ugodzę. Chce, żebym spanikowała i dała mu pieniądze, żeby tylko to powstrzymać”.
„On gra nieczysto” – zgodziła się Anna z ponurą miną. „Próbuje wykorzystać twój wizerunek publiczny przeciwko tobie”.
Przestałam chodzić. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam na zmęczoną. Ale nie na załamaną.
Leave a Comment