Wstał z łóżka i wyszedł na balkon. Spojrzał w dół na San Francisco. Moje miasto, pomyślał. Moje imperium.
Wziął prysznic, głośno śpiewając. Ubrał się w swój najlepszy garnitur. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze.
„Jesteś zabójcą, Mark” – powiedział sobie. „Tytanem”.
Nie myślał o Annie. Była przeszłością. Rozmytym, nieprzyjemnym wspomnieniem.
Wjechał Astonem Martinem DB11 – oczywiście wynajętym przez firmę – do wieży. Jechał szybko, lawirując w korkach, naładowany adrenaliną i arogancją.
Wjechał do podziemnego garażu dla kadry kierowniczej. Obrócił kierownicę w kierunku miejsca z napisem „ZAREZERWOWANE: PREZES”.
Było zablokowane.
Na środku parkingu stał jaskrawopomarańczowy pachołek drogowy. Przyklejono do niego napis: KONSERWACJA.
„Idioci” – mruknął Mark. „Czy nie mogą robić konserwacji w nocy?”
Zaparkował na miejscu dla gości trzy rzędy dalej. Chwycił teczkę i ruszył w stronę prywatnej windy. To była jego oaza. Winda, która omijała zwykłych ludzi i jechała prosto na 50. piętro.
Uniósł czarną kartę do skanera.
BIP-BIP-BIP.
Zapaliło się czerwone światło. WSTĘP WZBRONIONY.
Mark zmarszczył brwi. Stuknął ponownie. Mocniej.
BIP-BIP-BIP. WSTĘP WZBRONIONY. KARTA NIEWAŻNA.
„Co się dzisiaj tu dzieje?” Mark kopnął w ścianę. „Zwalniam kierownika ds. obiektów. Niekompetencja na każdym kroku.”
Ruszył w stronę wind w głównym holu. Nie znosił porannego przebywania wśród personelu. Gapili się na niego. Chcieli czegoś. Ale nie miał wyboru.
Wszedł do holu. Była to przepastna przestrzeń ze szkła i stali, rozbrzmiewająca echem kroków trzech tysięcy pracowników.
Mark szedł z wypiętą piersią, oczekując zwyczajowych skinień głową z szacunkiem. Zamiast tego poczuł dziwną energię. Ludzie szeptali. Głowy odwracały się, ale nie z szacunkiem. Z ciekawością.
Dotarł do bramki kontrolnej. Przyłożył kartę do czytnika.
BIP-BIP-BIP.
Zamknięte.
Kolejka za nim utknęła w martwym punkcie.
„Przepraszam pana” – powiedział nieśmiało młodszy analityk. „Kolejka…”
„Czy wie pan, kim jestem?!”. Mark odwrócił się, a jego twarz poczerwieniała. „Jestem prezesem! Ta maszyna jest zepsuta! Zejdź mi z drogi!”
Próbował przeskoczyć bramkę.
„Proszę pana! Proszę się odsunąć!”
Z boku zmaterializowało się trzech ochroniarzy. Nie byli to zwykli witacze w holu. To byli elitarni ochroniarze. Kamizelki taktyczne. Słuchawki. Kamienne twarze.
„Moja karta nie działa” – warknął Mark do dowódcy. „Otwórz bramę. Za dziesięć minut mam spotkanie strategiczne”.
„Panie Miller” – powiedział spokojnie funkcjonariusz. „Pańska karta nie działa, bo została zdezaktywowana”.
Mark mrugnął. „Dezaktywowana? Przez kogo? Ja prowadzę ten budynek!”
„Mamy rozkaz, żeby zabronić panu wstępu na teren posesji” – powiedział funkcjonariusz.
„Rozkazy od kogo?” – krzyknął Mark. „Jestem tu najwyższą władzą! Zadzwoń do zarządu! Zadzwoń! To błąd!”
„To nie błąd, proszę pana. To protokół rozwiązania umowy”.
„Rozwiązanie umowy?” Mark zaśmiał się maniakalnie, piskliwie. „Nie możecie rozwiązać umowy z właścicielem! To ja jestem właścicielem tego miejsca!”
DING.
Dźwięk dzwonka przyjazdu centralnej windy zagłuszył krzyki Marka.
Drzwi windy VIP – tej, której Mark nie mógł otworzyć – rozsunęły się płynnie.
W holu zapadła głucha cisza. Trzy tysiące osób zatrzymało się.
Najpierw wyszli dwaj rosli ochroniarze. Zajęli pozycje po obu stronach drzwi.
A potem pojawiła się Ona.
To była Anna.
Ale to nie była Anna, którą Mark pamiętał. To nie była kobieta w dresach. To nie była krwawiąca pacjentka.
Siedziała na elektrycznym wózku inwalidzkim, czarnym z włókna węglowego. Miała na sobie biały, idealnie skrojony kostium, tak ostry, że mógł ciąć szkło. Jej włosy były upięte w surowy, królewski kok. Nosiła duże czarne okulary przeciwsłoneczne.
Nie wyglądała na ranną. Wyglądała jak broń.
Oskrzydlona przez Eliasa Thorne’a (głównego radcę prawnego) i Marcusa Sterlinga (dyrektora finansowego), sunęła po marmurowej posadzce. Tłum rozstąpił się przed nią jak Morze Czerwone.
Mark wpatrywał się z szeroko otwartymi ustami. „Anno? Co… co ty tu robisz?”
Rzucił się w jej stronę, napędzany zmieszaniem i wściekłością. „Powinnaś być w szpitalu! Wyglądasz śmiesznie na tym wózku! To jakiś numer? Zablokowałaś mi kartę, żeby być małostkową?”
Wyciągnął rękę, żeby chwycić rączkę jej wózka inwalidzkiego.
Leave a Comment