Zapomniał o fundamentalnej zasadzie Vance Global: Własność to papier, a nie postawa.
„Naprawdę tego chcesz, Mark?” zapytałam cicho. „Całkowita separacja na podstawie tytułu prawnego? Żadnych zwrotów?”
„Nie graj na zwłokę” – warknął Mark. „Podpisz to. Albo wyjdę, a wejdą moi prawnicy”.
Spojrzałam na Chloe. „A ty? Jesteś z tego zadowolona?”
Chloe uśmiechnęła się krzywo. „Mark to wizjoner, Anno. Potrzebuje kogoś, kto dotrzyma mu kroku. Nie bądź zgorzkniała”.
„Zgorzkniała” – powtórzyłam. „Nie. Nie jestem zgorzkniała. Jestem jasnością umysłu”.
Wzięłam długopis. Ręka mi nie drżała.
Podpisałam się na dole. Anna Vance.
Zamknęłam teczkę. Zatrzymałam kopię dla siebie, a oryginał rzuciłam Markowi.
„Gotowe” – powiedziałam. „Jesteś wolna”.
Mark chwycił papiery, sprawdzając podpis jak chciwe dziecko. „Wreszcie. Boże, powinnam była to zrobić rok temu”.
„Wynoś się” – powiedziałam. „Zabierz swoją panią i wynoś się z mojego pokoju. Zanieczyszczasz powietrze, którym oddychają moje dzieci”.
Mark się roześmiał. „Z przyjemnością. Mam firmę do prowadzenia. Miłego wymiotowania, Anno”.
Odwrócił się i wyszedł, Chloe kliknęła za nim. Drzwi się zamknęły.
Zostałam sama.
Powróciła cisza, ale nie była już spokojna. Była elektryzująca.
Zrzuciłam kołdrę. Ból przeszył mój brzuch, oślepiający i gorący. Zacisnęłam zęby.
„Nie dzisiaj” – syknęłam do siebie. „Nie możesz dziś odpuścić”.
Sięgnęłam po telefon przy łóżku. Wybrałam numer, którego nie było w książce telefonicznej szpitala. Numer, który prowadził bezpośrednio do bezpiecznego serwera w piwnicy Vance Global Tower.
„Tu Anna Vance” – powiedziałam stalowym głosem. „Kod autoryzacyjny: Walkiria Jeden Zero”.
Odpowiedział głęboki głos. „Odcisk głosu potwierdzony. Dzień dobry, pani przewodnicząca. Nie spodziewaliśmy się pani”.
„Plany się zmieniły, Jameson” – powiedziałam. „Wprowadźcie Protokół Przejścia Kierownictwa. Czy zespół prawny jest gotowy?”
„Są w gotowości, proszę pani. Czekamy na pani sygnał od… jakiegoś czasu”.
Jameson, szef ochrony, był ochroniarzem mojego ojca. Wiedział, że Mark to oszust. Obserwował.
„Wchodzi w życie natychmiast” – rozkazałam. „Mark Miller jest wrogo nastawiony. Cofnijcie wszystkie dane uwierzytelniające. Odetnijcie go od serwerów. Zablokujcie konta firmowe powiązane z jego podpisem. I przygotujcie wózek inwalidzki. Już wchodzę.”
„Proszę pani”
„Właśnie przeszedłeś operację” – Jameson zawahał się.
„Powiedziałem, że wchodzę, Jameson. Przynieś samochód. Przynieś mój garnitur. Mamy firmę do uratowania”.
Następnego ranka.
Mark obudził się w głównym apartamencie penthouse’u. Przeciągnął się, czując na skórze pościel z egipskiej bawełny. Czuł się lżejszy od powietrza.
Spojrzał na Chloe, śpiącą obok niego. Wyglądała idealnie. Na takie życie zasługiwał.
Leave a Comment