Złapałam go za nadgarstek. Nie ścisnęłam mocno – tylko na tyle, żeby trafić w punkt nacisku. Skręciłam. Sapnął, opadając na jedno kolano.
„Musimy porozmawiać o twojej siostrze” – powiedziałam cicho. „I powiesz mi wszystko, albo zacznę liczyć”.
Wciągnęłam go w mrok zaułka. Polowanie oficjalnie się rozpoczęło.
Przycisnęłam go do ceglanej ściany. „Proszę” – jęknął Mason. „Hunter, nie rozumiesz. Musiałam. On mnie stworzył”.
„Kto cię stworzył? Twój ojciec?”
„Tak! Victor. Jeśli ja
Gdyby nie trzymał jej za nogi, zrobiłby mi to samo!”
Spojrzałem na niego. Miał dwadzieścia dwa lata i zegarek, który kosztował więcej niż moja ciężarówka. Nigdy w życiu nie przepracował ani jednego dnia, nigdy o nic nie walczył. I uważał, że strach jest usprawiedliwieniem dla potworności.
„Trzymałeś ją za nogi” – powtórzyłem. „Czułeś, jak walczy. Słyszałeś, jak cię błaga. »Mason, pomóż mi«. Tak powiedziała, prawda?”
Mason wzdrygnął się. „Ja… Próbowałem odwrócić wzrok.”
„To nie ma znaczenia. Byłeś częścią równania.”
Związałem mu ręce przed oczami. „Gdzie jest magazyn?”
„Jaki magazyn?” Udawał głupiego. Odruch.
Wyjąłem młotek z szlufki od paska. Nie uniosłem go. Po prostu pozwoliłem, by ciężki, stalowy rewolwer spoczął na mojej dłoni. Oczy Masona wbiły się w niego. Wiedział dokładnie, co ten młot oznacza.
„Magazyn 4!” – wyrzucił z siebie. – W dokach, w Terminalu Południowym. Tam jest przesyłka.
– Co jest w przesyłce?
– Broń. Modyfikowane karabiny AR, nadwyżki wojskowe. We wtorek wysyłają je do kupca w Sudanie.
– A reszta?
– Pojechali do apartamentu Dominica. Kontynuują imprezę.
Zdobyto informacje. Zaciągnąłem go do ciężarówki i zawiozłem dwadzieścia mil za miasto, do znanego mi opuszczonego silosu zbożowego. Był odizolowany, dźwiękoszczelny i przerażający nocą. Przywiązałem go opaskami zaciskowymi do belki nośnej.
– Zostawiasz mnie tu? – krzyknął. – Zamarznę!
– Jest pięćdziesiąt stopni – powiedziałem. – Będzie ci niewygodnie, ale przeżyjesz. Tessa może nie. Więc siedź tu i módl się, żeby się obudziła. Bo jeśli umrze, wrócę. I następnym razem nie przyniosę wody.
Zostawiłam go krzyczącego w ciemności.
—————–
Wróciłam do miasta, ale zanim zdążyłam ruszyć w stronę magazynu, mój telefon zawibrował. To była wiadomość od nieznanego numeru.
Wiem, co robisz. Mogę pomóc. Ale musisz poznać prawdę o Tessie.
Wpatrywałam się w ekran. Odpowiedź: Kto to jest?
Odpowiedź: Ktoś, kto nienawidzi Victora tak samo jak ty. Spotkajmy się w barze przy Route 9. Sam na sam.
To była pułapka. Musiała być. Ale mój instynkt podpowiadał mi coś innego. Zawróciłam ciężarówkę.
Bar był tłustą knajpką z migoczącym neonem. O 4:00 siedziała w tylnej loży kobieta w trenczu i okularach przeciwsłonecznych. Była starsza, może pięćdziesiąt lat.
„Mam na imię Eleanor” – powiedziała, kiedy usiadłam. „Przez dwadzieścia lat byłam osobistą asystentką Victora. Zwolnił mnie w zeszłym tygodniu, bo odmówiłam zniszczenia akt Tessy”.
„Dlaczego to zrobili, Eleanor?” zapytałam. „Pieniądze nie są wystarczającym powodem, żeby uderzyć w trzydzieści jeden młotków”.
Eleanor przesunęła po stole szarą kopertę. „Otwórz ją”.
Leave a Comment