„Jeśli przepisują jej zbyt dużo leków uspokajających lub przeciwpsychotycznych, to wyjaśniałoby to nagły spadek funkcji poznawczych i bezmyślne zachowanie” – powiedziała Sarah. „To nie tylko oszustwo, Douglas. To napaść. Może usiłowanie zabójstwa”.
„Wracam tam” – powiedziałem, wstając. „Wyciągnę ją stamtąd”.
„Czekaj” – ostrzegła Sarah. „Jeśli wejdziesz tam z bronią w ręku, on ją po prostu przeniesie. Albo gorzej. Potrzebujemy, żeby sam się obciążył. Musimy go złapać na gorącym uczynku”.
Tego popołudnia wróciłem do Maple Grove. Wziąłem telefon, gotowy nagrać wszystko, co podejrzane. Ale kiedy dotarłem do pokoju mamy, był pusty. Łóżko było rozebrane.
Pielęgniarka, której nie znałem, zmieniała pościel.
„Gdzie jest moja mama?” – zapytałem, czując narastającą panikę w piersi niczym wezbrana woda.
„Och, panie Harrison” – powiedziała, podnosząc wzrok. „Pana brat zabrał ją na przejażdżkę. Powiedział, że potrzebuje trochę powietrza”.
Czułem się jak wryty. „Kiedy?”
„Jakąś godzinę temu”.
Pobiegłam na parking, ale czarny mercedes Glenna już zniknął. Próbowałam do niego dzwonić. Bez odpowiedzi. Dzwoniłam pięć razy. Nic.
Myśli powędrowały w najciemniejsze zakamarki. Czy to już koniec? Czy to ten „wypadek”, który zaplanował?
W końcu, trzy godziny później, mercedes wjechał na parking. Glenn wysiadł i obszedł samochód, żeby pomóc mamie. Wyglądała na wyczerpaną, z głową zwieszoną na ramieniu, a jej stopy szurały po błocie pośniegowym.
Wyszłam zza filaru.
„Douglas” – powiedział Glenn, lekko podskakując. Szybko się otrząsnął, a na jego twarzy malowała się irytacja. „Co ty tu robisz?”
„Mówiłeś, że mama umarła wczoraj” – powiedziałam, a głos drżał mi z wściekłości. „A jednak jest”.
Miał czelność się roześmiać. Krótkim, nerwowym warknięciem. „Ach, o to chodzi. Tak. Przepraszam za zamieszanie. Miałam do ciebie oddzwonić. Fałszywy alarm.” Mama miała wczoraj ciężki epizod – na chwilę przestała oddychać. Pielęgniarka wpadła w panikę. Pomyślałam… no wiesz. Takie rzeczy się zdarzają przy demencji.
„Dokąd ją dzisiaj zabrałeś?” zapytałam, podchodząc bliżej.
„Tylko na przejażdżkę. Lubi patrzeć na starą dzielnicę.”
„Naprawdę? Bo wygląda, jakby była pod wpływem narkotyków.”
„Odwal się, Douglas” – syknął Glenn, a jego twarz stwardniała. „Jestem jej pełnomocnikiem. To ja podejmuję decyzje dotyczące jej opieki, a nie ty. Chcesz to zakwestionować? Znajdź prawnika.”
Przemknął obok mnie, niemal ciągnąc mamę w stronę wejścia. Przez szklane drzwi patrzyłam, jak sadza ją na wózku inwalidzkim w holu. Pochylił się i szepnął jej coś do ucha, ściskając jej ramię tak mocno, że zrobił jej się siniak.
Potem wyszedł, nawet na mnie nie patrząc, idąc z powrotem do samochodu.
Miałam właśnie za nim pójść, gdy zawibrował mój telefon. Nieznany numer.
Prawie go zignorowałam. Ale coś – może duch głosu mojej matki – kazało mi odebrać.
Leave a Comment