„Myśleli, że mają do czynienia z bezbronną staruszką. Nie wiedzieli, że kobieta, którą zamknęli, była jedyną siłą powstrzymującą wilki”.
Spojrzałem na Sarę, wciąż kulącą się na podłodze. Spojrzałem na krew na płytkach.
„Wkrótce mieli się dowiedzieć, dlaczego moi wrogowie nazywają mnie „Żelaznym Generałem” – wyszeptałem do Richarda. – „I autoryzowałem atak na pełną skalę”.
Skinąłem głową w stronę Ducha.
„Złam mu rękę, której użył, żeby ją uderzyć”.
Duch di
Nie wahaj się. Nacisnął.
TRZASK.
Odgłos trzaskającej kości ramiennej był głośny, mokry i mdły.
Krzyk Richarda rozbrzmiał echem w rezydencji, wysoki, cienki jęk, który rozdarł krystaliczną ciszę posiadłości.
Beatrice osunęła się na ścianę, szlochając. „Ty potworze! Złamałeś mu rękę!”
„Złamał mi córkę” – odpowiedziałem chłodno. „Potraktuj to jako zaliczkę”.
W oddali zaczęły wyć syreny. Niebieskie i czerwone światła migotały przez okno w kuchni.
Beatrice uśmiechnęła się przez łzy, z wyrazem mściwego triumfu. „Policja! Nareszcie! Idziesz do więzienia na dożywocie! Porwanie! Napaść!”
Poprawiłem kamizelkę. Stuknąłem w słuchawkę.
„Ghost, połącz mnie z Pentagonem. Powiedz generałowi Hallowayowi, że „Żelazna Evie” prosi o przysługę. Kod czarny. Natychmiastowa ewakuacja”.
Drzwi wejściowe znów się otworzyły.
„Policja! Rzuć broń!”
Sierżant miejscowej policji wpadł do kuchni z wyciągniętą i drżącą bronią. Dwóch nowicjuszy stanęło po jego bokach.
Beatrice wycelowała we mnie drżącym palcem. „Jej! Włamała się! Napadła na mojego syna! Aresztujcie ją!”
Sierżant spojrzał na scenę. Zobaczył Richarda jęczącego na podłodze, Ghosta w pełnym rynsztunku taktycznym i mnie z bronią.
„Proszę pani, odłóż broń! Natychmiast!” krzyknął.
Nie upuściłem jej. Schowałem ją powoli, z rozmysłem.
Sięgnąłem do kieszeni kamizelki i wyciągnąłem skórzany portfel. Otworzyłem go.
Odznaka w środku nie była srebrna ani złota. Była czarna, z orłem trzymającym kulę ziemską. Agencja Wywiadu Obronnego.
„To tajna sprawa” – powiedziałem spokojnym, ale stanowczym głosem. „Wasza jurysdykcja kończy się na granicy posesji, sierżancie”.
Sierżant zamrugał. „Co? To jest policja domowa…”
Na zewnątrz ryk silników go zagłuszył. Nie syreny. Silniki V8.
Trzy czarne SUV-y z piskiem opon wjechały na podjazd, blokując policyjne radiowozy. Wysiedli z nich mężczyźni w ciemnych garniturach, poruszając się z precyzją maszyn. Ominęli miejscowych policjantów, wchodząc do domu z odznakami na szyjach.
Żandarmeria Wojskowa.
Do kuchni wszedł kapitan. Spojrzał na mnie i zasalutował.
„Generale Vance” – powiedział. „Zabezpieczyliśmy teren. Pentagon przesyła pozdrowienia”.
Miejscowy sierżant opuścił broń, z szeroko otwartymi ustami. „Generale… Vance? Ja… Czytałem o panu na historii. Operacja Pustynna Burza”.
Skinąłem mu głową. „Zabezpiecz miejsce zdarzenia, sierżancie. Ale ci ludzie są pod moim nadzorem”.
Podszedłem do Sarah. Tex owinął ją kocem medycznym. Wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, próbując pogodzić matkę piekącą ciasteczka z kobietą dowodzącą jednostką wojskową.
„Chodźmy do domu, kochanie” – powiedziałam cicho, wyciągając rękę.
Leave a Comment