Zapach antyseptyku jest jak duch; przywiera do ciebie długo po zdjęciu czepka. Żyje w porach skóry, chemicznym przypomnieniem granicy między życiem a śmiercią.
Wszedłem do kuchni, a moje nogi przypominały ołowiane rury wypełnione betonem. Minęło trzydzieści sześć godzin. Trzydzieści sześć godzin ponownego łączenia aort, zaciskania rurek upuszczających krew i trzymania w rękawiczkach dosłownych serc obcych ludzi. Moje palce wciąż drżały, niczym resztka adrenaliny po poczwórnym bypassie u dwunastoletniego chłopca, który zboczył z kursu, zanim wszystko wróciło do normy.
Potrzebowałem kawy. Potrzebowałem ciszy. Musiałem przestać być dr Elarą Vance, ordynatorem chirurgii urazowej w Mercy General, choćby na pięć godzin.
A dostałem Beatrice.
Leave a Comment