To zdanie złamało we mnie coś pierwotnego. Strach wyparował, zastąpiony przez dziką, oślepiającą wściekłość matki.
Chwyciłem ciężki, metalowy dysk twardy ze stołu warsztatowego obok i rzuciłem nim w niego.
„Uciekaj, Ethan!” – krzyknąłem. „Uciekaj do sąsiadki!”
Mężczyzna uchylił się, a dysk z iskrą uderzył w betonową ścianę. Rzucił się na mnie.
Odskoczyłem, szukając telefonu w tylnej kieszeni. „Dzwonię na policję! Sąsiad już nas widział! Wiedzą, że tu jesteśmy!”
Mężczyzna się zatrzymał. Zamarł w pół kroku.
Z zewnątrz, z betonowej klatki schodowej, dobiegł najpiękniejszy dźwięk, jaki kiedykolwiek słyszałem.
Syreny.
Kakofonia wyjących syren, z każdą sekundą coraz głośniejsza.
Sąsiadka. Pani Gable. Nie tylko mnie ostrzegła. Zadzwoniła w chwili, gdy zobaczyła otwarte drzwi do piwnicy.
Mężczyzna spojrzał na schody, a potem z powrotem na mnie. Z jego ust wyrwało się przekleństwo. Odwrócił się i pobiegł – nie w moim kierunku, ale w stronę ukrytego panelu w tylnej ścianie.
„Nie ruszaj się!” krzyknąłem, choć nie miałem jak go powstrzymać.
Ale nie uciekł daleko.
Buty z hukiem zjeżdżały po schodach. Głosy wykrzykiwały komendy.
„Policja! Pokażcie ręce! Zejdźcie! Natychmiast!”
Niebieskie i czerwone światła zalały piwnicę, gasząc mdłą, bursztynową poświatę. Mężczyźni w strojach taktycznych krążyli po niewielkiej przestrzeni z dobytą bronią.
Upadłem na kolana, unosząc ręce, a łzy spływały mi po twarzy.
Leave a Comment