Słowa zamajaczyły mi przed oczami. Atut. Nazwała mojego pięcioletniego syna nabytkiem.
To nie była przypadkowa zbrodnia. To nie był dziki lokator.
To było celowe. To była obsesja.
Powoli się cofnąłem, a moje dłonie drżały tak mocno, że zacisnąłem je, żeby się uspokoić. Obcas zahaczył o luźny kabel na podłodze.
Wtedy usłyszałem dźwięk.
Wyraźny. Blisko.
Klik odbezpieczonej broni.
„Kim jesteś?”
Głos dobiegł z cienia za stosem serwerów w odległym kącie. Był męski. Spokojny. Przerażająco pewny.
Odwróciłem się.
W bursztynowym świetle wszedł mężczyzna. Nie wyróżniał się niczym szczególnym – w średnim wieku, ubrany w szarą koszulkę polo i spodnie khaki. Wyglądał na księgowego albo dyrektora liceum. Ale jego oczy były martwe, pozbawione jakiejkolwiek empatii, a w prawej ręce trzymał paralizator, wycelowany prosto w moją pierś.
„Nie powinnaś tu być” – powiedział beznamiętnie.
Zmusiłam się, żeby nie wypaść z rytmu, choć kolana miałam jak z wody. „To… to
To dom mojej teściowej”.
Jego wyraz twarzy ani drgnął. „Nie. Nie jest”.
Moje myśli krążyły, próbując zniwelować dystans między babcią piekącą ciasteczka a tym podziemnym bunkrem. „Gdzie jest Helen? Jest tutaj?”
Mężczyzna zatrzymał się na sekundę za długo. Jego wzrok powędrował w stronę schodów za mną, sprawdzając, gdzie wyjdę. „Już tu nie mieszka. Nigdy nie mieszkała”.
„Gdzie ona jest?” – zapytałam, a gniew nagle przebił się przez strach. „Dlaczego na tej ścianie są zdjęcia mojego syna?”
Podszedł bliżej. Szum serwerów zdawał się być coraz głośniejszy. „Zadajesz za dużo pytań. Powinnaś się odwrócić, wejść po tych schodach i zapomnieć, że to widziałaś”.
„Zapomnieć?” – zaśmiałam się histerycznie. „Masz zdjęcia mojego dziecka!”
„Mamo!” Ethan krzyknął ze szczytu schodów. Widział mężczyznę.
Wzrok mężczyzny natychmiast uniósł się w stronę światła dziennego. Jego postawa natychmiast zmieniła się z biernej straży w aktywną groźbę. Zdał sobie sprawę, że jest świadek. Niedokończony wątek.
„Zabierz chłopca” – mruknął do siebie, robiąc krok naprzód.
Leave a Comment