Vivian spojrzała na Marcusa. Wpatrywał się w obrus, nie mogąc spojrzeć jej w oczy.
Wydała z siebie szloch. Jej palce gorączkowo próbowały złapać zapięcie. Bransoletka spadła na biały obrus z głośnym brzękiem.
Maya podniosła ją. Sprawdziła zapięcie, a następnie podała mi.
Ciężar chłodnego metalu w mojej dłoni przygniótł mnie do ziemi. Zapięłam ją wokół nadgarstka. Czułam się, jakby mama trzymała mnie za rękę.
Na ekranach telewizorów rozpoczęło się odliczanie do północy.
Dziesięć… Dziewięć… Osiem…
Pomieszczenie wokół nas zamarło. Nikt nie patrzył na spadającą kulę. Wszyscy patrzyli na ruiny życia Marcusa Hartleya.
Trzy… Dwa… Jeden…
„Szczęśliwego Nowego Roku” – powiedziałam do Marcusa.
Jego twarz była szara. „Eleno, proszę. Możemy o tym porozmawiać. Popełniłem błąd. Byłem… zdezorientowany. Możemy to naprawić”.
„Masz rację” – powiedziałem. „Możemy to naprawić. Z prawnikami. I sędziami. I bardzo publicznym rozwodem, gdzie wszyscy dowiedzą się dokładnie, jakim jesteś człowiekiem”.
Odwróciłem się, żeby wyjść. Maya podążyła za mną.
Leave a Comment