Za nami usłyszałem szloch Vivian. Usłyszałem, jak klient pyta Marcusa: „Co ty sobie, do cholery, myślałeś?”.
Wyszedłem z restauracji na zimne nocne powietrze, oddychając swobodnie po raz pierwszy od miesięcy.
Maya odwiozła mnie do domu. Nie do kamienicy – która teraz była miejscem zbrodni – ale do starego domu mojego ojca w Dorchester. Odziedziczyłem go po jego śmierci i nie byłem w stanie go sprzedać. Teraz był dla mnie sanktuarium.
Usiedliśmy w kuchni, gdzie mój ojciec kiedyś robił b
Naleśniki z jagodami w niedziele. Maya zrobiła herbatę.
„Firma go zwolni” – powiedziała Maya, obserwując mnie. „Śledztwo w sprawie oszustwa plus ta katastrofa publiczna? On jest radioaktywny. Skończył z nim.”
„Dobrze.”
„Vivian też może zostać oskarżona. Przyjmowała skradzione mienie, a jej nazwisko widnieje w spółce LLC ukrywającej aktywa. Przynajmniej jej kariera w Thornbridge dobiegła końca.”
„Też dobrze.”
Maya wyciągnęła rękę przez stół i ścisnęła moją dłoń. „Wszystko w porządku?”
Spojrzałam na szafirową bransoletkę. „Nie. Ale będzie dobrze.”
Leave a Comment