Wtuliła twarz w ramię babci June i szlochała – głębokim, bezgłośnym szlochem, który wstrząsał jej drobną postacią. Objęłam ich oboje ramionami.
„Nic nie zrobiłam” – wykrztusiła Vivien. „Dlaczego ona mnie nienawidzi?”
„Ona cię nie nienawidzi, Viv” – wyszeptałam w jej włosy. „Nienawidzi tego, że lśnisz jaśniej niż ona”.
Zakończyłyśmy weekend w bańce ulgi. Toksyczność zniknęła. Vivien spędziła następny dzień spacerując po plaży z June, zbierając piaskowe dolary, wyglądając jak dziecko, któremu dano ułaskawienie.
Myślałam, że wygrałyśmy. Myślałam, że najgorsze za nami.
W niedzielę wieczorem pojechałyśmy do domu. W poniedziałek rano obudził mnie dźwięk deszczu uderzającego o dach i powiadomienie na telefonie.
To był e-mail od Larkin Academic Fellowship.
Temat: Pilne – W sprawie statusu przyjęcia Vivien.
Ściskało mnie w żołądku. Otworzyłam go.
Szanowna Pani Holloway,
W świetle ostatnich informacji, które do nas dotarły, a w szczególności nagrań wideo krążących obecnie na portalach społecznościowych, zawieszamy rozpatrywanie wniosku Vivien o przyjęcie do czasu weryfikacji jego rzetelności akademickiej.
Nagranie wideo.
Usiadłam, a pokój wirował. Weszłam na grupowy czat rodzinny – ten, w którym byłam ledwo aktywna. Był tam link, wysłany z konta jednorazowego użytku, ale z podpisem, który mroził mi krew w żyłach.
Pomyślałam, że powinnaś zobaczyć prawdziwego geniusza.
Kliknęłam.
Film był w pionie, nakręcony w drżącym, ciepłym świetle lampy. Był klaustrofobiczny, kadrowany zbyt blisko.
To była Vivien. A może… wyglądała jak Vivien.
Siedziała na kanapie, której nie rozpoznałam. Śmiała się, ale dźwięk był niewłaściwy – ostry, metaliczny.
„Powiedz to jeszcze raz” – nalegał głos dziewczyny spoza kadru.
Leave a Comment