Wydawała się miła, sama wszystko ugotowała i spojrzała na mnie, jakby pierwszy kęs był odliczaniem czasu.

Wydawała się miła, sama wszystko ugotowała i spojrzała na mnie, jakby pierwszy kęs był odliczaniem czasu.

Głos Karen natychmiast stał się słodki.

„Oczywiście, proszę pani”.

„To wszystko nieporozumienie”.

„Addison ma problemy odkąd odszedł jej ojciec…”

Podniosłam słuchawkę jedną silną ręką, która mi została.

„Nagrałam wszystko” – powiedziałam do ratownika medycznego wystarczająco głośno, żeby policjant usłyszał.

„A w śmieciach są opakowania”.

Wzrok policjanta przesunął się na Karen – subtelnie, ale to zauważyłam.

Karen też to zauważyła.

„Jakie opakowania?” – warknął, a potem spróbował się uśmiechnąć.

„To znaczy… zdezorientowana”.

Drugi funkcjonariusz wszedł w rękawiczkach, a pierwszy trzymał Karen na zewnątrz.

Nie musieli krzyczeć.

Karen już zaczynała tracić przytomność, trzęsły jej się ręce, a zeznania piętrzyły się zbyt szybko.

W szpitalu rozmawiał ze mną pracownik socjalny podczas triażu.

Złożyłam zeznania ponownie, pielęgniarka zapisała moje parametry życiowe, a funkcjonariusz robił notatki.

Nie przesadzałam.

Nie dramatyzowałam.

Opowiedziałam mu o przebiegu choroby, o tym, co podał, co powiedział, co zażyłam, jakie objawy u niego wystąpiły i jak próbował to powstrzymać.

Tata zadzwonił do mnie, gdy byłam jeszcze na obserwacji.

Jego głos brzmiał dziwnie – cienko, z niedowierzaniem.

„Addison” – powiedział.

„Karen mówi, że…”

„Tato” – przerwałam jej beznamiętnym głosem.

„Słuchaj”.

back to top