Dwóch umundurowanych strażników wystąpiło naprzód, ale uniosłam rękę. Zamarli.
„Jeszcze nie” – powiedziałam.
Wstałam i okrążyłam stół. Tren mojej sukni podążał za mną jak cień. Zatrzymałam się przed Julianem. Drżał, pot rozmazał mu makijaż, a jego oczy błądziły po sali, szukając wyjścia, którego nie było.
„Nazwałaś mnie histeryczką” – powiedziałam cicho. „Powiedziałaś prasie, że jestem krucha. Ale spójrz na fakty. Uratowałam firmę, którą próbowałaś wypatroszyć. Ochroniłam klientów, których uznałaś za ofiary uboczne”.
„Proszę…” Głos Juliana się załamał. Sięgnął po moją rękę, desperacja dodała mu śmiałości. „Elaro, kochanie, posłuchaj. Byłem pijany. Ten stres… załamał mnie. Znasz mnie. Jestem twoim mężem. Pamiętasz naszą przysięgę? Pamiętasz chatę?”
Uklęknął, ściskając materiał mojej sukni. Żałosny, płaczący wrak człowieka.
„Naprawię to. Zwolnię Isabellę. Tylko nie pozwól im mnie zabrać. Kocham cię, Elaro. Zawsze kochałam!
Spojrzałam na niego. Przez ułamek sekundy…
]
Przemknęło mi wspomnienie – mężczyzna, który obiecał mnie chronić. Ale ten mężczyzna nie żył. Umarł w chwili, gdy usunął moje nazwisko.
Delikatnie oderwałam jego palce od sukienki.
„Nie kochasz mnie, Julian” – powiedziałam głosem ciężkim od ostatecznego, miażdżącego smutku. „Kochasz siatkę bezpieczeństwa, którą ci zapewniłam. Ale ją przeciąłeś”.
Odwróciłam się do Sebastiana. „Panie Vane. Usuń go”.
Sebastian złapał Juliana za ramię.
„Nie! Jestem prezesem! Pracujesz dla mnie!” – krzyknął Julian, miotając się, gdy ciągnięto go w stronę drzwi. „Elaro! Posiadam pięćdziesiąt jeden procent!”
Podniosłam mikrofon.
„Właściwie, Julian – Klauzula 14, Sekcja B. W przypadkach rażącego niedbalstwa, główny inwestor zastrzega sobie prawo do powołania się na „Protokół Czystej Karty”.
„Co?” krzyknął, wbijając pięty w dywan.
„Sebastian” – rozkazałem. „Wykonaj”.
W tym momencie telefon Juliana zaczął gwałtownie wibrować. Wyrwał go.
Leave a Comment