„The View?” Ciotka Becky zmarszczyła brwi. „Czy to nie ten nowy luksusowy kompleks w centrum? Ten z portierem?”
„Może wynajmuje klub” – zbyła Linda. „A może jest tam organizatorką imprez”.
Pojechali do The View. To była lśniąca wieża ze szkła i stali z widokiem na rzekę. Parkingowy otworzył drzwi ich minivanów.
„Przyjechaliśmy na imprezę Vance’a” – powiedziała Linda portierowi, unosząc brodę.
„Ach, tak. Pani Vance jest w Sky Lounge. Na poziomie penthouse’u”.
„Na poziomie penthouse’u?” – mruknął Ethan. „Musiała wydać każdy grosz z tych oszczędności na wynajem tego pokoju”.
Wjechali windą na górę. Drzwi otworzyły się na widok, który sprawił, że rodzina Gable zatrzymała się w miejscu.
Sky Lounge był wspaniały. Okna sięgające od podłogi do sufitu oferowały panoramiczny widok na miasto. Kryształowe żyrandole brzęczały na wietrze z otwartego tarasu. W kącie cicho grało trio jazzowe. Kelnerzy krążyli z tacami z przystawkami, które wyglądały jak dzieła sztuki.
A tam, w samym centrum tego wszystkiego, stała Sarah.
Miała na sobie czerwoną sukienkę – żywy, odważny karmazyn, który podkreślał jej kształty. Śmiała się, trzymając kieliszek szampana, otoczona grupą eleganckich mężczyzn w garniturach. Przystojny mężczyzna szeptał jej do ucha coś, co wywołało uśmiech na jej twarzy.
„Gdzie… gdzie to jest?” szepnęła ciocia Becky, ściskając torebkę. „Myślałam, że mieszkała w slumsach?”
„Wydała wszystko” – syknęła Linda. „Przepuściła wszystkie oszczędności na jedną imprezę, żeby nas zaimponować. Jakież to żałosne”.
Ethan szedł naprzód, czując ucisk w klatce piersiowej. Czuł się mały. Czuł się nieodpowiednio ubrany w spodniach khaki.
Sarah ich zauważyła. Nie wyglądała na zdenerwowaną. Wyglądała promiennie.
Podeszła, a tłum rozstąpił się przed nią.
„Witamy wszystkich” – powiedziała czystym i pewnym siebie głosem. „Dziękuję za przybycie”.
„Sarah” – powiedziała Linda głośno, próbując zamanifestować swoją dominację. „To… niezły pokaz. Mam nadzieję, że nie popadłaś w długi z tego powodu”.
„Dług?” – zaśmiała się Sarah. „Nie, Lindo. Firma zapłaciła za catering. To przywilej bycia Kierownikiem Kwartału”.
„Firma?” – zapytał Ethan.
„Tak. Moi koledzy są tutaj. Tam jest wiceprezes”. Wskazała na przystojnego mężczyznę.
Ethan poczuł przypływ zazdrości. „Zaprosiłeś swojego szefa?”
„To mój przyjaciel, Ethan”.
Gestem wskazała na bar. „Proszę, pij. Jedz. Rozkoszuj się widokiem”.
Krewni rozeszli się, niepewnie zabierając drogie jedzenie. Szeptali między sobą. Cała opowieść chyliła się ku upadkowi. Sarah nie była smutna. Nie była biedna. Rozkwitała.
Ethan chwycił Sarah za ramię i pociągnął ją w cichy kąt niedaleko tarasu. Wyglądał na zdesperowanego. Na jego górnej wardze perlił się pot.
„Sarah, wynajęłaś to miejsce?” syknął. „Drogie! Marnujesz nasze pieniądze! Moglibyśmy to wykorzystać na zaliczkę!”
Sarah spojrzała na jego dłoń na swoim ramieniu. Nie drgnęła. Uśmiechnęła się tylko zimnym, znaczącym uśmiechem.
Nachyliła się do jego ucha.
„To nie nasze pieniądze, Ethan. To moje pieniądze”.
Leave a Comment