Linda wyglądała, jakby połknęła cytrynę. „Więc myślisz, że teraz jesteś od nas lepszy? Bo masz trochę pieniędzy?”
„Nie sądzę, żebym była lepsza” – powiedziała Sarah. „Myślę, że jestem wolna”.
Ethan wpatrywał się w tabelę wydatków. Wpatrywał się w saldo konta. Widział liczby, ale nie potrafił przetworzyć rzeczywistości. W jego umyśle Sarah była osobą zależną. On był żywicielem rodziny. Jeśli miała pieniądze, oznaczało to, że on jest niepotrzebny.
Ogarnęła go panika. Zmienił taktykę. Dręczyciel zniknął, zastąpiony przez manipulatora.
Wyciągnął rękę przez stół i chwycił dłoń Sarah, mocno ją ściskając.
„Sarah” – powiedział, a jego oczy były wilgotne od udawanej emocji. „To niesamowite. Świetnie ci poszło, kochanie. Jestem z ciebie taki dumny”.
Sarah nie odsunęła się. Obserwowała jego występ.
„Teraz mamy jeszcze więcej pieniędzy” – wyszeptał Ethan konspiracyjnie. „Pomyśl o tym. Moja…
Lary plus twoje? Moglibyśmy kupić dom. Prawdziwy dom. Nie mieszkanie. Mama mogłaby mieć całe skrzydło. Moglibyśmy być wpływową parą.
„Wpływową parą?” powtórzyła Sarah.
„Tak! Wróć do domu. Przynieś pieniądze. Zajmę się nimi za nas. Zainwestujemy je porządnie. Zbudujemy imperium”.
Sara spojrzała na niego. Dostrzegła chciwość w jego oczach. Nie widział żony; widział drugie źródło dochodu. Widział sposób na pokrycie strat z hazardu.
„Chcesz moich pieniędzy” – powiedziała Sarah beznamiętnie.
„Chcę nas” – skłamał Ethan. „Pieniądze to tylko bonus”.
Sara cofnęła rękę. Wytarła ją serwetką.
„Mam ci jeszcze jedną rzecz do powiedzenia” – powiedziała.
„Co?” – zapytała Linda z nadzieją w głosie. „Wracasz w przyszłym tygodniu?”
„Mam przyjęcie urodzinowe w przyszłą sobotę” – powiedziała Sarah. „Chcę, żebyś przyszedł”.
Ethan uśmiechnął się szeroko. „Przyjęcie? Żeby uczcić nasze spotkanie?”
„Żeby uczcić moje urodziny” – powiedziała Sarah. „Chodź. Zabierz rodzinę. Zabierz ciocię Becky i wujka Jima. Wiem, że się o mnie martwili”.
„O, na pewno!” – rozpromieniła się Linda. „Zabierzemy wszystkich! Zrobimy z tego prawdziwą imprezę!”
Sarah wstała. Wygładziła marynarkę.
„Do zobaczenia w sobotę. Wyślę ci adres SMS-em”.
Wyszła z kawiarni.
Ethan patrzył, jak odchodzi. „Wróciła” – powiedział do matki z przekonaniem. „Chce się tylko trochę popisać, zanim się podda. Mamy ją”.
Linda skinęła głową. „Zabierzemy cały klan. Przypomnimy jej, gdzie jej miejsce”.
4. Urodziny Prawdy
Sobotni wieczór był ciepły i wietrzny.
Ethan i Linda przyjechali konwojem. Przywieźli trzydzieści osób – ciotki, wujków, kuzynów, a nawet kilku sąsiadów. Linda prowadziła pochód, ubrana w swój najlepszy niedzielny garnitur, z naczyniem do zapiekania w dłoniach.
„Pamiętajcie” – poinstruowała Linda grupę na parkingu. „Sarah jest dumna. Musimy być mili. Zjemy jej jedzenie, pochwalimy jej małe mieszkanko, a potem pomożemy jej spakować walizki i wrócić do domu”.
„Prawdopodobnie mieszka w The Oaks” – powiedział wujek Jim. „Tam właśnie chodzą rozwodnicy. Tani czynsz”.
Ethan sprawdził telefon. „To nie jest adres The Oaks. To… The View”.
Leave a Comment