Jego ręka wystrzeliła w górę i chwyciła mnie za nadgarstek. Jego uścisk był jak z żelaza – zbyt mocny, zbyt zimny.
Powoli odwrócił głowę, żeby na mnie spojrzeć.
To była twarz Noaha. Ale oczy… były wypełnione tą samą szarą wiązką, którą widziałam, kiedy byłam ślepa.
„Nie jesteś Noahem” – wyszeptałam, a łzy spływały mi po twarzy. „Jesteś jednym z nich. Jesteś kolejnym oszustem”.
Istota o twarzy mojego męża uśmiechnęła się. „Jestem tą częścią ciebie, która chce się poddać, Ella. Jestem pocieszeniem. Ratunkiem. Po co dalej walczyć? Ból jest tak wielki na zewnątrz”.
„Nie!” – krzyknęłam.
Wyważyłam drzwi kopniakiem. Jechaliśmy z prędkością sześćdziesięciu mil na godzinę.
„Nie!” – krzyknęła istota, a jej głos zmienił się w demoniczny ryk.
Wyskoczyłam z jadącego samochodu.
Spodziewałam się miażdżącego uderzenia asfaltu. Spodziewałam się połamanych kości.
Zamiast tego trafiłam na… mgłę.
Część 5: Przebudzenie
Koziołkowałam w zimnej, białej mgle, spadając przez coś, co wydawało się wiecznością. Nie było drogi, samochodu, willi. Tylko pustka.
Głosy wirowały wokół mnie.
„Rozbija się”.
„Tracimy ją”.
„Czysto!”
Potężny wstrząs elektryczny uderzył mnie w pierś.
Sapnęłam, otwierając gwałtownie oczy.
Oślepiające białe światło paliło moje siatkówki. Zapach antyseptyku mnie dusił.
Leżałam na szpitalnym łóżku. Do nosa i ramion miałam podłączone rurki. Czułam się, jakbym była z ołowiu.
„Ella?”
Głos. Prawdziwy głos. Pęknięty z wyczerpania i łez.
Odwróciłam głowę.
Leave a Comment