Mark stał za mną, poprawiając muszkę w odbiciu. Był niezaprzeczalnie przystojny – linia szczęki tak ostra, że można by nią ciąć szkło, włosy zaczesane do tyłu żelem, który kosztował więcej niż mój pierwszy samochód. Był złotym dzieckiem Vance Global, firmy inwestycyjnej, która właśnie zmieniała panoramę miasta. Dla świata był cudownym dzieckiem. Dla mnie był mężem, który przestał patrzeć mi w oczy w chwili, gdy mój brzuch spuchł od naszych dzieci.
„Zamek się zaciął” – wyszeptałam, czując, jak rumieniec napływa mi do policzków.
Mark westchnął – dźwięk czystego, nieskażonego ciężaru. Obrócił mnie gwałtownie. Jego dłonie były zimne. Szarpnął zamek. Uszczypnął mnie w skórę, ale przygryzłam wargę, żeby nie wydać dźwięku.
„Proszę” – powiedział, cofając się, by ocenić mnie nie jako swoją żonę, ale jako dodatek. Zmarszczył brwi. „Potrzebujesz więcej konturów. Twoja twarz wygląda… na opuchniętą. I wyprostuj się. Garbisz się jak wieśniaczka”.
Na łóżku mały Leo zaczął poskomleć. Sophie, wyczuwając cierpienie brata, dołączyła do niego chwilę później. Dźwięk był cienki i spragniony, płacz niemowląt, które tęskniły za mamą.
Podeszłam do nich, instynkt przeważył nad ciasnotą sukienki.
„Nie” – warknął Mark. „Zaplujecie się na jedwab. Niania się tym zajmie. Musimy iść. Zarząd oczekuje „władnej pary”, a nie mamki”.
Zamarłam. Niania zadzwoniła godzinę temu, że jest chora z powodu grypy. Mark o tym wiedział. Powiedziałam mu. Zignorował to, wpatrzony w telefon i sprawdzający notowania giełdowe.
„Mark, niania nie przyjdzie. Musimy ich przyprowadzić. Albo zostanę w domu”.
Odwrócił się, mrużąc oczy. „Zostać w domu? Dziś wieczorem Gala Roku. Prezes ogłasza nowego Starszego Partnera. Jeśli cię nie będzie, wygląda na to, że moje małżeństwo się rozpada. A jeśli moje małżeństwo się rozpada, moje akcje spadają. Idziesz. Przyprowadź dzieci. Tylko… schowaj je w szatni czy coś.”
„W szatni?” powtórzyłam cicho. „Mają cztery miesiące.”
„Zastanów się, Eleno! To twoje zadanie!” Spojrzał na zegarek, a potem po raz ostatni w swoje odbicie. „Spójrz na siebie. Jesteś w rozsypce. Potrzebuję dziś wieczorem trofeum, a nie ciężaru. Postaraj się stać z tyłu, dobrze? Nie zawstydzaj mnie przed zarządem.”
Leave a Comment