Rozdział 1: Fasada Perfekcji
Okna naszego penthouse’u sięgające od podłogi do sufitu oferowały panoramiczny widok na Manhattan, lśniącą siatkę ambicji i elektryczności. Ale w środku powietrze było zimne, z odzysku i delikatnie pachniało drogimi liliami, które Mark uparcie wymieniał co dwa dni. Mówił, że więdnące kwiaty świadczą o „braku dyscypliny”.
Stałam przed dużym lustrem w głównej sypialni, wstrzymując oddech. Moje palce mocowały się z zamkiem granatowej jedwabnej sukni. Była w rozmiarze sześć. Przed bliźniakami nosiłam rozmiar cztery. Teraz, cztery miesiące po porodzie, moje ciało wydawało się obce – bardziej miękkie, szersze, pokryte srebrnymi rozstępami, które próbowałam ukryć pod warstwami bielizny modelującej.
„Przestań się wiercić, Eleno. Denerwuję się samym patrzeniem na ciebie”.
Leave a Comment