Rozumiesz?” – prychnęła Clara. – „Nie kocham cię. Uwielbiałam styl życia, który mi obiecałeś. Jeśli nie możesz mi go dać, jesteś tylko dwoma starymi ciężarami. Spadaj!”
Clara odwróciła się i poszła z powrotem do wind, zostawiając rodziców stojących na chodniku w ulewnym deszczu.
Mój ojciec osunął się na szybę. Moja matka siedziała na swojej walizce Louis Vuitton i płakała. Nie z mojego powodu. Nie z powodu wnuka. Ale z powodu zimnej, twardej świadomości, że córka, którą uwielbiali, była odbiciem ich własnych płytkich dusz.
Wyłączyłam monitor.
„Wszystko w porządku?” – zapytał Marcus, pocierając mi plecy.
„Czuję…” – szukałam odpowiedniego słowa. „Lżej”.
Rozdział 6: Nowy świt
Sześć miesięcy później.
Bryza znad oceanu w prywatnej posiadłości Blackwood w Hamptons różniła się od powietrza w mieście. Była czysta. Słona. Swobodna.
Siedziałam na tarasie, obserwując zachód słońca malujący niebo odcieniami fioletu i złota. Leo siedział mi na kolanach, chichocząc, próbując sięgnąć po moje okulary przeciwsłoneczne.
Marcus wyszedł z dwoma szklankami schłodzonej lemoniady. Usiadł obok mnie, kładąc dłoń na moim kolanie.
„Dostałem dziś list” – powiedział cicho.
„Od nich?” Nie musiałam pytać, od kogo.
Leave a Comment