—E.
Wpatrywałam się w notatkę, gdy słowa blakły.
Wciąż próbował kontrolować porządek, nawet zza grobu.
Nie po to, by się chronić – nie był już chroniony – ale by pozwolić prawdzie wyjść na jaw, tak jak chciał.
To była ta bolesna prawda, którą wtedy zrozumiałam: Evan nie ukrywał przede mną tajemnicy, bo zapomniał albo nie potrafił się z nią zmierzyć.
Schował ją, bo myślał, że poradzi sobie ze szkodą.
Jakby zdradę dało się schludnie zapakować i ujawnić zgodnie z planem.
Czytałam do późna w nocy, od 1999 do 2000, a potem do 2001.
Wzór stawał się coraz wyraźniejszy: poczucie winy, obietnice zakończenia, racjonalizacja, a potem powtórka.
Ale to nie sam romans mnie powstrzymał.
Chodziło o to, jak często pisał o mnie z autentyczną czułością – jak opisywał mój śmiech, jak przesuwałam kciukiem po kubku, myśląc o nocach, kiedy spałam na jego ramieniu, oglądając stare filmy.
Kochał mnie.
A jednak mnie zdradził.
Te dwie rzeczy istniały jednocześnie na stronach, niczym okrutny eksperyment.
O świcie znalazłam wpis z datą 17 marca 2007 roku.
Lila mówi, że Eli ciągle pyta, dlaczego nie mogę chodzić na zajęcia w szkole.
Leave a Comment