Przejeżdżaliśmy na każdym czerwonym świetle, każde z nich było dla nas jak osobista zbrodnia. Ryan mocno trzymał kierownicę obiema rękami, jego szczęka była tak zaciśnięta, że drżał każdy mięsień.
Dzwoniłam do Emmy w kółko – w kółko – aż na ekranie pojawił się komunikat „Brak odpowiedzi”, jakby telefon mnie ganił.
„Osiem lat” – wyszeptałam, na wpół do siebie. „Osiem lat”.
Ryan nie odpowiedział. Ciszę w samochodzie wypełnił szum ogrzewania i bicie mojego serca.
Kiedy skręciliśmy w ulicę Lauren, poczułam ucisk w żołądku.
Światło na ganku zgasło.
To nie było normalne. Lauren zawsze je zostawiała włączone, bo bała się szopów i „obcych”. Podjazd był pusty – ani SUV-a, ani drugiego samochodu, ani śladu podjazdu.
„Gdzie twój samochód?” – mruknął Ryan.
Gwałtownie się zatrzymaliśmy. Wysiadłam, zanim samochód całkowicie się zatrzymał, moje buty ślizgały się na mokrym asfalcie. Pobiegłam do drzwi i zapukałam tak mocno, że aż zabolały mnie pięści.
„Lauren!” – krzyknęłam. „Otwórz drzwi!”
Brak odpowiedzi.
Zadzwoniłam dzwonkiem. Jeszcze raz. Jeszcze raz.
Ryan nacisnął klamkę. Drzwi były zamknięte.
„Zadzwoń na policję” – powiedział cicho.
„Zadzwonię” – powiedziałam, a moje palce drżały, gdy wykręcałam numer 911 – ale zatrzymałam się, gdy coś usłyszałam.
Cichy dźwięk z wnętrza.
Żadnego dźwięku.
Pukanie.
Jak uderzenie pięścią w drewno.
Moje ucho…
Przycisnęłam ją do drzwi. „Emma?” wyszeptałam.
Leave a Comment