Nie były zamknięte.
Znów przeszedł mnie dreszcz.
Bo prawda stała się teraz boleśnie oczywista:
Daniel nie był chory w tym domu.
Zastawił pułapkę – zamienił mój dom w miejsce, w którym czułbym się zbyt zagubiony, zbyt odizolowany i zbyt „niestabilny”, by stawić opór.
Ale tym razem nie byłem sam.
I nie wszedłem bez świadków.
Leave a Comment