Teraz” – warknęła Lena.
„Nie wdawaj się w dyskusję.
Nie negocjuj”.
Pobiegłam – mijając wózki sklepowe, matkę z małym dzieckiem – w ostre jarzeniówki sklepu.
Mój oddech był szybki i głośny w uszach, gdy zmierzałam w stronę obsługi klienta, z jedną przerażającą myślą:
Skoro Mark potrafił wcisnąć mi pierścionek na palec w pralni, co innego mógł robić po cichu – przez lata?
Obsługa klienta to małe okienko z przodu, przy którym siedział nastolatek z identyfikatorem TREVOR.
Uniósł wzrok, szeroko otwierając oczy.
„Proszę pani…”
„Mój mąż jest na zewnątrz” – powiedziałam cicho, ale stanowczo.
„Złapał mnie w domu.
Uciekłam.
Jego
Zrobiłem to.
Potrzebuję kierowcy i ktoś musi zadzwonić na policję, jeśli wejdzie.
Trevor spojrzał w stronę szklanych drzwi.
Leave a Comment