Pan Pritchard westchnął z pogardą.
„Ten budynek działa bez większych problemów”.
Głos Adriana pozostał spokojny.
„Oświetlenie tylnej klatki schodowej całkowicie przestało działać, balustrady na trzecim piętrze są niestabilne konstrukcyjnie, system odpowietrzania suszarki jest poważnie zatkany i stanowi mierzalne zagrożenie pożarowe, a framuga drzwi w mieszkaniu 3C jest krzywa od miesięcy”.
Twarz pana Pritcharda była wyraźnie napięta.
„Kto panu przekazał tę informację?”
„Sam budynek ujawnił te warunki dzięki bezpośredniej obserwacji”.
Ściskało mnie w żołądku, gdy napięcie między nimi rosło.
„Mogę naprawić te usterki w ciągu jednego dnia pracy, zużywając minimalną ilość materiałów” – kontynuował spokojnie Adrian. „W zamian oficjalnie dadzą pani Bennett trzydzieści dni na zapłatę”.
Pan Pritchard zaśmiał się sucho.
„A jaka motywacja motywuje do takiej hojności?”
Adrian odwrócił głowę w stronę poplamionego sufitu.
„Ubezpieczenie OC, przestrzeganie przepisów miejskich, dokumentacja fotograficzna najemców i minimalizowanie ryzyka stanowią wystarczającą motywację”.
Cisza przedłużała się niezręcznie.
Wzrok pana Pritcharda przesunął się z ortezy na kolano Adriana na skrzynkę z narzędziami, a kalkulacja zastąpiła irytację niechętnym pragmatyzmem.
„Trzydzieści dni” – mruknął w końcu. „Wszelkie szkody ponosi pan za nie odpowiedzialność”.
Adrian podał mi odręcznie napisaną umowę z poprzedniego wieczoru.
Pan Pritchard ją podpisał.
Leave a Comment